sobota, 13 lipca 2019

Kraj suchy jak pieprz




         Tak... Polska należy do najsuchszych krajów Unii Europejskiej. Wielkość naszych zasobów wodnych jest porównywalna do zapasów Egiptu. Jesteśmy bardziej zagrożeni deficytem wody niż afrykański Czad. Wcześniej ten problem nie był w ogóle zauważany, jednak teraz jest zupełnie inaczej. W Europie Środkowej coraz częściej pojawiają się długie susze i fale upałów; przestajemy sobie radzić z gospodarowaniem wodą. 12 czerwca 2019 roku, w Skierniewicach (woj. Łódzkie) zabrakło wody pitnej w kranach, co nigdy dotąd w Polsce nie miało miejsca. Dlaczego nasze zasoby wodne są tak niewielkie? Czy w przyszłości sytuacja ze Skierniewic może się powtórzyć? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym tekście...


Rzeki jak rynny


         Na samym początku spójrzmy na fot. nr 1; przedstawia ono ujęcie rzeki Wisły w stolicy Beskidu Śląskiego - Wiśle. Krajobraz jest dość monotonny: brzegi rzeki zostały ogołocone ze wszelkiej roślinności, umocnione betonem i kamieniami, a oddalone od siebie w równych odstępach sztuczne kaskady wyglądają niemal identycznie (niewidoczne na zdjęciu). Wszystko wyrównano pod linijkę. Na tym odcinku Wisła bardziej niż rzekę przypomina kanał, betonową rynnę, czy miejski rynsztok. 


zdjęcie nr 1, fot. autor
   Władze zapewniają mieszkańców, że dokonując regulacji zabezpieczą ich domostwa, a podtopienia przy długotrwałych deszczach odejdą w niepamięć. Rzeka jednak jest regulowana z zupełnie innego powodu - lenistwa i braku kreatywności lokalnych polityków. Wyregulowane cieki działają bardzo podobnie do ulicznego rynsztoku - bardzo szybko i skutecznie osuszają przyległy do nich teren. Do tego wytrzymałość betonowych wałów jest na tyle duża, że władze mogą zupełnie zapomnieć o rzece nawet na kilkadziesiąt lat. Wszystko wygląda w porządku: rzeką odpływa nadmiar wody, a wały nie wymagają częstych remontów. Całe to dobrze wyglądające przedsięwzięcie jest jednak naznaczone niekonsekwencjami. Jedną z nich jest to, że niezależnie czy mamy falę deszczu, czy okres suchy, ciek w obu przypadkach odprowadza wodę tak samo skutecznie. Jak łatwo z tego wywnioskować jest to gotowy przepis na lokalną suszę. Kolejną sprzecznością  jest to, że zawsze pozbywamy się wody i nigdzie jej nie magazynujemy. Mamy co prawda kilka dużych zbiorników retencyjnych, lecz one nawadniają nasze gleby jedynie w znikomym stopniu, ponieważ większość zawartości kierują do naszych kranów. Wzdłuż rzeki nieuregulowanej tworzą się naturalne rozlewiska i tereny podmokłe okresowo zalewane. Takie nadbrzeżne bagna i podmokłe łąki to potężne magazyny wody, działające jak gąbka - podczas okresów deszczowych chłoną wilgoć, a gdy przychodzi susza ją oddają. Było to niesamowicie korzystne dla rolników, którzy podczas suchych miesięcy nie musieli sztucznie nawadniać swoich upraw. W sytuacji gdy rzeka jest wyregulowana, jej nurt wzrasta i się rozpędza. Woda z całej Polski gna do Bałtyku, przez co wały mające pewną wytrzymałość pękają, a miliony ton cennej substancji rozlewa się po okolicznych terenach, robiąc potężne szkody. Następną sprzecznością jest wycinanie drzew rosnących na brzegach rzek. Zieleń umacnia swoimi korzeniami wały, oraz zatrzymuje wilgoć, dzięki czemu efekt osuszania terenu zostaje znacząco złagodzony.

Niesprzyjający klimat


         Przedstawiłem tu zaledwie ułamek wszystkich niekonsekwencji związanych z tym przestarzałym systemem gospodarowania rzekami (nie jest on wcale współczesny; jego początki sięgają początku XX wieku). Opisałem zaledwie niewielki fragment Wisły u jej źródeł, a przecież mamy w Polsce o wiele więcej uregulowanych rzek i strumieni. Kolejnym czynnikiem, który sprawia, że betonowanie rzek nie sprawdza się, jest nasz klimat. Jesteśmy położeni między oceanem Atlantyckim i gigantycznym kontynentem azjatyckim (bliskość dużych zbiorników wodnych wiąże się ze wzrostem opadów, a oddalenie od nich ich zmniejszeniem). Klimat Europy Zachodniej jest wilgotniejszy od polskiego, a opady są rozłożone dość równomiernie. W Polsce sprawa wygląda nieco inaczej; z powody położenia między dwoma typami klimatu (wilgotniejszym i suchszym) występują u nas (czasem bardzo wysokie) wahania wielkości opadów (regulacja rzek nie sprawdza się w okresach suchych). Mamy również sytuację odwrotną niż w zachodniej części Europy - nasze opady nie są rozłożone równomiernie. Najwyższe występują w górach i na wyżynach (w Katowicach notuje się ok. 700 mm rocznie, a w Zakopanem nawet ok. 2000 mm), natomiast najniższe na Nizinie Wielkopolskiej i Mazowieckiej (nawet poniżej 450 mm rocznie). W naszym środowisku stare systemy hydrotechniczne nie pozwalają skutecznie zatrzymywać wilgoci w glebie (duże zbiorniki retencyjne magazynują wodę, ale nawilżają grunt tylko w znikomym stopniu, gdyż większość ich zawartości trafia do naszych kranów). Dodatkowo do naszych nie harmonijnie rozłożonych opadów swoje trzy grosze dorzucają zmiany klimatu (coraz częstsze susze i upały, ale również i powodzie, oraz ulewy), o których piszę nieco szerzej w innym moim tekście.

Kanały i rowy przydrożne


         Nie tylko duże rzeki wpływają na wielkość zasobów wodnych Polski. Każdy kanał i rów przydrożny ma znaczący wpływ na wielkość zasobów wody. Owszem, jeden przekop może wpłynąć na nawilżenie terenu jedynie w lokalnym zakresie, jednak jest jeden szkopuł - występują one niemal wszędzie. Wzdłuż praktycznie każdej drogi ciągnie się jeden, lub nawet dwa rowy przydrożne, a sztuczne kanały przecinają obecnie niemal każde miasto. To one odprowadzają wodę z pól i lasów do rzek. Ponieważ występują prawie w każdym miejscu, mają potężny wpływ na zawartość wody w glebie, ale mimo tak wielkiej wagi (na tej samej zasadzie co wcześniej przez mnie wspomniana sprawa rzek) temat ten ląduje na marginesie. Zadam Wam teraz kluczowe pytanie: czy widzieliście kiedyś jakikolwiek, polski rów przydrożny, który byłby poprzegradzany niskim systemem zastawek? Czy widzieliście kiedykolwiek śródpolny kanał poprzegradzany bramkami wodnymi? Z pewnością większość z Was udzieliłoby przeczącej odpowiedzi na to pytanie. Właśnie to jest jeden z fundamentalnych bolączek polskiej gospodarki wodnej. Każdy rów, lub kanał działa dokładnie tak samo jak uregulowana rzeka - w szybki i skuteczny sposób osusza swoją okolicę, niezależnie od tego czy mamy suszę, czy też dwutygodniową ulewę. Tak więc w suchy czas sto niepozornych dołów, może niemal całkowicie osuszyć sto wielkich pól uprawnych. Jak sobie radzą z tym faktem kraje zachodnie? - instalują systemy zastawek na największych przekopach. Jak to działa? Podczas ulew bramki są unoszone do góry, by woda mogła swobodnie spłynąć w dół, natomiast podczas susz odwrotnie - są opuszczane w dół, zatrzymując w ten sposób wodę. Jest to sposób niesamowicie skuteczny, jednak ma jeden potężny minus - by go zrealizować trzeba dysponować potężną kwotą pieniędzy, które samorządowcy niechętnie wydają na tego typu projekty.

Kosiarkowy szał


         Już od jakiegoś czasu panuje w Polsce moda na koszenie trawników pod linijkę - jak na boisku piłkarskim lub polu golfowym. W ostatnich latach trend przekształcił się w swego rodzaju obłęd. Niemal w każdym polskim ogrodzie trawa jest regularnie przycinana, tak że nawet najmniejsza stokrotka nie ma szansy tam wyrosnąć. Kosimy wszędzie - nawet nieużytki, parki i pobocza autostrad. Jak ma się to jednak do naszych zapasów wody? Gdy skosimy trawnik i nagle nadejdzie fala upałów, zieleń zanim zdąży trochę podrosnąć od razu zostanie spalona pod słońce. Wtedy już nie izoluje właściwie w żaden sposób gleby, od padającego z nieba żaru, więc ziemia zaczyna się nagrzewać. Wraz z podwyższeniem temperatury ziemi wzrasta parowanie wody w niej zawartej (dzieje się właściwie to samo co w przypadku rowów przydrożnych, tyle, że tu woda "uchodzi" do atmosfery). Dla zobrazowania umieszczam pod spodem zdjęcie nr 2, przedstawiające skoszony trawnik dosłownie "spalony" przez słońce, oraz nr 3, przedstawiające suchy grunt odsłonięty po intensywnym koszeniu .

zdjęcie nr 2, fot. Sylwia Fort
zdjęcie nr 3, fot. Sylwia Fort
Wysokie parowanie z gleby powoduje powstawanie burz. Jednak dlaczego są one zjawiskami niepozytywnym, a zwykły deszcz pozytywnym? Tzw. opad wielkoskalowy (deszcz) trwa długo, równomiernie rozkłada się na terenie i jest łagodny, natomiast burza jest tego przeciwieństwem - pada w krótkim czasie, z chmury spadają ogromne ilości wody i rozlewają się bardzo nierównomiernie. W pierwszym przypadku woda powoli wsiąka w ziemię i tam się magazynuje, natomiast w drugim cenny minerał nie zostaje w glebie, lecz spływa po zeschniętej ziemi (tworzącej skorupę), jak po dachówkach do rynny (tu rolę rynny odgrywa rzeka, strumień, kanał, lub rów przydrożny). Burze co prawda krótkotrwale potrafią ochłodzić pogodę, ale na pewno nie nawilżą znacząco gleby (szczególnie po długotrwałej suszy).

Co możemy zrobić?


         Jak możemy zapobiegać "uciekaniu" wody z Polski? Na pewno warto skończyć z koszeniem trawy w okresy suche, lub upalne (to nic nie kosztuje, kosiarka może postać w garażu, a Wy nie musicie nic robić - reszta roboty należy do trawnika :) ). Jeżeli posiadacie dzikie łąki, w żadnym wypadku ich nie koście - to potężny magazyn wody i dom dla setek gatunków roślin, owadów, płazów, owadów i ptaków. Kolejną rzeczą, którą możecie zrobić, to posadzenie drzew w swoim ogrodzie, jeśli ich tam jeszcze nie ma (najlepiej środkowoeuropejskie gatunki). A co mogą zrobić osoby mieszkające w miastach i nie posiadające ani skrawka ziemi? Walczcie o każdy fragment zieleni w Waszym mieście. Jeżeli widzicie, że w jakimś miejscu wyrasta piękna, naturalna łąką i obawiacie się, że może zostać wycięta, sporządźcie petycję do Zieleni Miejskiej i pozbierajcie podpisy, lub sporządźcie pismo. Możecie również wspierać różne projekty mające na celu powiększenie miejskiej zieleni (możecie także głosować za różnymi projektami, podczas tzw. Budżetu Obywatelskiego w swoim mieście). Warto również oszczędzać wodę w okresie letnich susz i upałów. Zachęcam Was również do picia wody prosto z kranu - jest ona bardzo często równie dobrej jakości jak ta, którą kupujemy w sklepie.




1 komentarz: