Pokazywanie postów oznaczonych etykietą globalne ocieplenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą globalne ocieplenie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2020

Zielona tradycja

Bez wahania można stwierdzić, że jedną z największych wizytówek Polski jest niezwykle różnorodny krajobraz kulturowy. Każdy region prezentuje dla siebie charakterystyczną jego odmianę; pejzaż jaki zobaczymy na Podlasiu, będzie zupełnie inny niż w Górach Świętokrzyskich, albo na Nizinie Śląskiej. Chyba każdy, kto choć trochę podróżował po Polsce, dostrzegł jego niezwykłe walory; stare szpalery drzew, tradycyjne zabudowania, bujne wiejskie ogrody, pokryte polami wzgórza, łąki, jeziora... Nasz tradycyjny krajobraz posiada niezwykłe walory estetyczne i przez nie najczęściej go postrzegamy. Czy jednak jest on w stanie przynieść realne korzyści lokalnym społecznościom i przyrodzie we współczesnym świecie? Oczywiście i to wielowymiarowo. Niestety to niezwykłe dziedzictwo ginie i dlatego powinniśmy chronić je jak potrafimy.


Drzewa


Jednym z najistotniej  wpływających  na nas elementów krajobrazu to drzewa. W polskim krajobrazie kulturowym człowiek układał je w różne formacje - szpalery, zadrzewienia śródpolne, sady, gaje. We wszystkich przypadkach przynoszą społeczności, oraz przyrodzie cały wachlarz korzyści. Jednym z ważniejszych funkcji drzew w krajobrazie jest skuteczne magazynowanie wody w glebie i ochrona przed podtopieniami. Dlatego stare aleje przydrożne, czy zadrzewienia śródpolne są tak ważne. Dzięki rozbudowanemu systemowi korzeniowemu i skutecznemu zacienianiu otoczenia drzewa są w stanie niezwykle skutecznie odkładać wodę w glebie (a tym samym lokalnie zapobiegać suszy). Również podczas gwałtownych burz i długich opadów są niezwykle pomocne - rozłożyste, gęste korony zatrzymują nadmiar wody na liściach, dzięki czemu rozkładają jej opad na ziemię w czasie, co ogranicza powodujący podtopienia spływ powierzchniowy. Ziemia w zasięgu takiej alei, bądź zadrzewienia, bardzo łatwo i skutecznie wchłania i magazynuje wodę w glebie, by w suchym okresie powoli ją oddawać otaczającym obszarom (jest to zjawisko niezwykle korzystne np. dla rolników, czy sadowników). Ponadto drzewa wytwarzają przyjazny mikroklimat wokół siebie, w upały znacząco obniżają temperatury i podwyższają wilgotność, łagodzą wiatry, zmniejszają amplitudy temperatur, eliminują zanieczyszczenia powietrza (to jedna z głównych zalet szpalerów przydrożnych), zapobiegają erozji gleby i osuwiskom, spowalniają spływ powierzchniowy i nurt rzek (gdy rosną w korycie, bądź jego pobliżu). Nie można również zapomnieć o ich znaczeniu dla środowiska przyrodniczego - w naszym tradycyjnym krajobrazie są obecne jedynie gatunki rodzime, lub takie, które na stałe się w nim zadomowiły. Tylko tego typu roślinność jest w stanie zawiązać trwałe i mocne więzy z otaczającym środowiskiem. Kwitnące aleje lip, czy jabłoniowe sady są prawdziwym rajem dla owadów, a w szczególności niezwykle ważnych dla ekosystemu pszczół, które znajdą w takich miejscach odżywczy nektar, schronienie przed drapieżnikami, oraz miejsce do gniazdowania (np. dziuple). Ponadto wszystkie wymienione wcześniej typy zadrzewień posiadają potencjał, na to, by stać się korytarzami ekologicznymi 1 , dzięki którym, różne gatunki będą mogły swobodnie migrować, oraz środowiskiem życia dla wielu z nich (również dla większych zwierząt). Tak więc wszelkie tradycyjne typy drzewiastych formacji obecnych w naszym krajobrazie wpływają pozytywnie na otoczenie i przynoszą doraźne korzyści społecznościom lokalnym (m.in. rolnikom, sadownikom, leśnikom, hodowcom, ogrodnikom, innym małym przedsiębiorcom itd.). 

Aleja wierzb głowiastych w PN "Ujście Warty", fot. Grzegorz Ptak
Mimo tak wielkich korzyści, przynoszonych przez różnego rodzaju zadrzewienia w Polsce, wciąż wycina się na masową skalę aleje drzew i śródpolne zadrzewienia. Niestety jedynie ich część jest w należyty sposób chroniona (w 2015 roku mieliśmy jedynie 762 pomnikowe aleje - to niewielki procent na tle wszystkich obsadzonych drzewami dróg 2). Polskie władze wielokrotnie wprowadzały ustawy i programy wpływające na nasz tradycyjny krajobraz kulturowy w sposób negatywny (np. tzw. "Lex Szyszko" 3, czy pełna niekonsekwencji ustawa dotycząca usytuowania drzew i krzewów względem linii kolejowych 4). Jego ogromna wartość pozostaje niedoceniona i niewykorzystana. Na szczęście istnieje wiele różnych grup obywatelskich, które upominają się u lokalnych władz o ochronę konkretnych grup drzew i krajobrazu regionu (tak jak np. Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur "Sadyba" 5). Dlatego jeżeli chcemy chronić nasze dziedzictwo, jakim jest środowisko, możemy się włączyć w działalność jednej z takich społecznych inicjatyw, bądź sporządzić petycję do lokalnych władz. W ten sposób, jako obywatele, jesteśmy w stanie skutecznie wpływać na ochronę przyrody w swoim regionie. Możemy się wtedy zwrócić do konkretnych osób, od których zależy przetrwanie danej grupy drzew, porozmawiać z nimi, spytać jak prawo ujmuje nasz problem itd. Bardzo wskazanym działaniem jest również składanie wniosków o objęcie jakiegoś obiektu pomnikiem przyrody. Jeżeli widzimy w pobliżu miejsca zamieszkania piękne drzewo, zadrzewienie, bądź aleję, warto sprawdzić, czy wszystkie parametry są zgodne z wytycznymi i zgłosić ją do urzędu gminy, lub miasta (co można zrobić również przez Internet). Jeśli sami posiadamy zadrzewienia śródpolne czy szpalery na swoich posesjach, w żadnym wypadku (tylko wtedy gdy jest to naprawdę konieczne) ich nie wycinajmy. Gdy mamy do czynienia z aleją skontaktujmy się z dendrologami, którzy dokładnie określą stan naszych drzew, udzielą wskazówek jak właściwie pielęgnować i pomogą w składaniu wniosku o objęcie naszych drzew ochroną, lub pomóc zdobyć dofinansowanie. Przy podjęciu takich działań jesteśmy w stanie bardzo skutecznie wpłynąć na ochronę alei i innego typu nasadzonych, przez człowieka, zielonych obszarów w swoim regionie.

Ogrody


Kolejnym niezwykle istotnym elementem polskiego krajobrazu są ogrody. Tradycyjne ogrody, które można do dziś spotkać w wielu polskich wsiach i skansenach bez wątpienia należą do tych najpiękniejszych i najbardziej różnorodnych. Ogromną rolę grają w nich duże, kolorowe, miododajne kwiaty (np. malwy, ogóreczniki, lwie paszcze, nagietki), zioła (np. mięta, melisa, rumianek, piołun), warzywa (marchew, koperek, pietruszka, burak, ogórek, dynia itp.) czy krzewy owocowe (np. tarnina, agrest, porzeczka, głóg). Towarzyszą im zazwyczaj rodzime drzewa, takie jak lipy, dęby, czy wierzby. Te ostatnie tradycyjnie często były ogławiane (tzn. w pewnych okresach ich gałęzie systematycznie przycinano), przez co drzewa skierowują wszystkie swoje siły witalne w jednym kierunku i tworzą stosunkowo niski, zwarty, często gruby pień. 

Ogród wiejski - skansen Kolbuszowa (woj. Podkarpackie), fot. Grzegorz Ptak
Takie wiejskie ogrody są niezwykle bioróżnorodne i potrafią przynieść właścicielom i środowisku niewymierne korzyści (oprócz estetycznych). Te dobre warunki powstają dzięki obecności różnych gatunków, które na stałe zadomowiły się w naszym krajobrazie (dzięki temu mogą stworzyć mocne więzy z otaczającym środowiskiem). Ogród taki zapewnia zapasy warzyw, owoców i ziół na cały rok. Może stać się  miejscem odpoczynku, gdzie w gorące letnie dni będziemy można usiąść w cieniu drzewa, poczytać książkę, zorganizować małe przyjęcie z sąsiadami, czy po prostu podrzemać w hamaku. Dobrze ukorzenione, silne drzewa (takie jak dęby czy kasztanowce) skutecznie ochronią dom przed skutkami burz, gradobiciami, czy silnymi wiatrami, podtopieniami, tworzeniem się osuwisk i suszą. Te miododajne (jak np. lipy), przyciągną do siebie pszczoły. Drzewa również są naturalnym domem dla ptaków, które w ich koronach mogą zakładać gniazda. Warto zauważyć, że wcześniej wspomniane wierzby głowiaste stwarzają świetne warunki do życia rzadkich gatunków potrzebujących specyficznych warunków (np. ciepłolubnych dudków) - tworzą głębokie i przestronne dziuple, z których zwierzęta bardzo chętnie korzystają. Następną zaletą jaką przynoszą jest zmniejszanie amplitudy temperatur, co może być korzystne dla mniej odpornych roślin. Kolejny niezwykle ważnym elementem ogrodu są zioła i kwiaty - oprócz korzyści w postaci surowców zielarskich i kolorowych kwiatów, pełnić mogą rolę hydrofitów (jak np. irysy) - potrafią skutecznie zatrzymywać wodę w glebie, pomagać łagodzeniu efektów suszy, a ponadto przyciągać do siebie mnóstwo gatunków owadów. 

Zapylający trzmiel, fot. Grzegorz Ptak
Niestety od momentu zmiany systemu, gdy Polska zaczęła otwierać się na wpływy zachodnie, nasze ogrodnictwo zmieniło się i  miejsce pełnych kwiatów, drzew, krzewów i ziół, tętniących życiem zieleńców zaczęły zajmować krótko strzyżone trawniki, wyłożone kostką Bauma alejki, tuje i inne obce naszemu krajobrazowi iglaki. Takie ogrody oferują ludziom i przyrodzie nieporównywalnie mniej korzyści, niż tradycyjne. Wielkie dziedzictwo znika na nasze własne życzenie. Przestaliśmy współpracować z przyrodą, pozwalać na swobodne rozrastanie. Już nie jesteśmy partnerami natury, bardziej kolonizatorami, którzy spoglądając na zieleń widząc jedynie bałagan do uporządkowania. Właśnie na tym despotycznym podejściu wykiełkowały takie problemy jak globalne ocieplenie, zaśmiecenie oceanów, smog, wycinka drzew na masową skalę - ogólnie pojęta degradacja środowiska. Dlatego jeśli chcemy z nią walczyć musimy zrezygnować z myślenia o środowisku dawnymi schematami, spojrzeć na to z innej perspektywy. Prywatne ogrody to ten element naszego krajobrazu, na który mamy największy wpływ i tylko od nas zależy jak go zagospodarujemy, czy przyczynimy się do ochrony, bądź przywrócimy fragment naszego dziedzictwa. Tak więc jeśli chcemy walczyć z degradacją środowiska, najlepiej zacznijmy od własnego ogródka. Posadźmy rośliny miododajne, zioła, kupmy krzaki agrestu, porzeczek. Zatroszczmy się o nasze drzewa, przyjrzyjmy się im, dostrzeżmy ich wartość. Pozwólmy trawnikowi się rozrosnąć, pojawić się na jego powierzchni polnym kwiatom. Zamiast tuj posadźmy pod płotem owocowe krzewy. Nie bójmy się samosiejek, pamiętając, że ich pojawienie się w ogrodzie oznacza spełnienie optymalnych warunków do wzrostu.  Za takie działania przyroda na pewno nam się odwdzięczy. 

Łąki


Łąka kwietna w pobliżu Teremisek (woj. Podlaskie), fot. Grzegorz Ptak
Podobnie jak pola uprawne, łąki są jedną z najważniejszych części tradycyjnego krajobrazu Polski. Spotkamy je niemal w każdej wsi, a nawet w miastach. Na znaczną część roku stają się zapierającymi dech w piersiach morzami różnobarwnych kwiatów. Duża część rosnących na niej roślin jest miododajna, dzięki czemu obszary te są stołówką dla pszczół i innych owadów zapylających - przyczyniają się do ich ochrony (tu warto zauważyć, że w dużej mierze dzięki nim jest możliwa produkcja żywności). Kolejnym plusem łąk jest to, że w przeciwieństwie do terenów pozbawionych roślinności spowalniają spływ wody ze stoków wzgórz, zapobiegają tworzeniu się osuwisk i stanowią dom dla mnóstwa innych gatunków (np. gadów, czy małych gryzoni, które mogą znaleźć bezpieczną kryjówkę wśród traw, oraz pożywienie). Ponadto potrafią w skuteczny sposób użyźniać glebę. Zimą, gdy łąki okrywają się śniegiem, wysoka, zwiędła roślinność (jeśli nie została jesienią skoszona) kładzie się płasko na ziemi i powoli rozkłada (intensywne procesy gnilne powodują, że nawet w najsroższe mrozy, w miejscu gdzie nadchodzi fermentacja panuje temperatura dodatnia). Wówczas z tego procesu korzystają różne inne gatunki (np. niektóre owady) do bezpiecznego przezimowania. Łąki są ponadto korytarzami ekologicznymi 1, przez które przebiegają drogi migracyjne wielu gatunków zwierząt i roślin. Dzięki nim nawet w silnie zurbanizowanej Europie ważne ekosystemy nie są przerywane – dlatego utrzymywanie takich “zielonych dróg” jest kluczowe we współczesnej ochronie przyrody. W jaki sposób możemy chronić łąki? Jeżeli posiadamy ogród to naprawdę warto jest pozostawić chociaż malutki kąt przyrodzie – czyli znacząco ograniczyć, bądź całkowicie zaniechać koszenia. Można kupić paczkę nasion z mieszanką kwiatów polnych – wtedy nasza prywatna łąka rozrośnie się prędzej. Po kilku tygodnikach taki zakątek cały pokryje się kwiatami i zaroi się w nim od pszczół i motyli. W taki sam sposób możemy urządzić niemal każdy kawałek ziemi , nawet w metropolii (np. Fundacja Łąka 6 tworzy łąki w centrach dużych polskich miast, takich jak Białystok, Kraków, Wrocław czy Warszawa). 

Jedno drzewo całym światem


Walcząc z degradacją środowiska musimy pamiętać o fundamentalnej kwestii - każdy nasz ruch, najmniejsze działanie jest istotne. Los Ziemi w głównej mierze zależy od obywateli.  Dlatego jeśli chcemy walczyć by dziedzictwo przyrodnicze mogło cieszyć kolejne pokolenia zacznijmy od własnego ogródka, podejmijmy działania w mikroskopijnym wymiarze, takim do którego mamy bezpośredni dostęp. W kolejnych krokach możemy przenieść zasięg naszej pracy na grunt regionalny, stwórzmy razem grupę działającą lokalnie na rzecz ochrony przyrody. Przekonajmy się, że da się zbudować obywatelskie społeczeństwo - ludzi, którzy będą potrafili skutecznie działać nieodpłatnie na rzecz naszego dobra wspólnego. Ocalając mały skrawek zieleni ratujemy cały świat, wyciągamy rękę do przyrody – nie wolno nam o tym zapominać.  


Stary dąb koło lasu Parchowiec, fot. autor

przypisy: 

1 Korytarz ekologiczny - pas dzikiej roślinności (np. lasy, łąki, aleje drzew) łączący z sobą większe kompleksy leśne. Z takich “zielonych dróg” korzystają zwierzęta, oraz różne gatunki roślin, które mogą swobodnie nimi się przemieszczać, omijając wszelkie niekorzystne (np. zurbanizowane) tereny.

2 Dane z tabeli "Liczba pomników przyrody w Polsce w 2015 r. w podziale na województwa i charakter pomnika" w artykule "Pomnik przyrody" na Wikipedii.

3 "Lex Szyszko" - tak nazywano nowelizację ustawy o ochronie przyrody, pozwalającą osobom prywatnym na swobodną wycinkę drzew i krzewów (niezwiązaną z działalnością gospodarczą) bez składania wniosku o zezwolenie. Ustawa ta doprowadziła do wycinki setek tysięcy drzew w Polsce.

4 "Minister Infrastruktury, w porozumieniu z Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji i Ministrem Środowiska, podpisał nowelizację rozporządzenia w sprawie wymagań w zakresie odległości i warunków dopuszczających usytuowanie drzew i krzewów, elementów ochrony akustycznej i wykonywania robót ziemnych w sąsiedztwie linii kolejowej, a także sposobu urządzania i utrzymania zasłon odśnieżnych oraz pasów przeciwpożarowych. (...)" (portal gov.pl, 10.10.2019). Nowelizacja ta co prawda zmniejszyła dopuszczalną odległość zadrzewień względem linii kolejowych (z 15 m na 6 m), co uratowało wiele drzew, lecz nie dystans od torowiska decyduje o bezpieczeństwie podróżnych, a kondycja drzew i krzewów (ich wielkość, wiek, stan zdrowia, ukorzenienie itd.) i to powinno być fundament ustawy. Trzeba tu również zauważyć, że przy wycinaniu całych pasów drzew i krzewów wzdłuż linii kolejowych powstają inne problemy - tworzenie się tuneli aerodynamicznych, nagrzewanie się szyn (co może skutkować ich deformacją), osuwanie się skarp i zasypywanie torowiska śniegiem w zimie.

5 Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba” - utworzone z inicjatywy Danuty i Krzysztofa Worobców w 2004 roku stowarzyszenie działające aktywnie na rzecz ochrony tradycyjnego krajobrazu kulturowego Mazur.

6 Fundacja Łąka - Polska fundacja, której misją jest ochrona i odtwarzanie łąk, oraz edukacja społeczna na ich temat. Działacze “Łąki” podejmują obywatelskie działania w całym kraju.

literatura: 

"Aleje - podręcznik użytkownika" Jacek Borowski, Davidie Baridon, Łukasz Dworniczak, Łukasz Kuźmicz, Marzena Suchocka, Jerzy Stolarczyk, Halina B. Szczepanowska, Anna Szmigiel-Franz, Piotr Tyszko-Chmielowiec, Kamil Witoś, Monika Ziemiańska (wydawnictwo "Drogi dla Natury", Wrocław 2012),
"Długi cień „lex Szyszko”. Wycinki drzew wciąż bez kontroli [RAPORT]" Robert Jurszo (serwis OKO.press, 07.04.2019),
"Drzewa przy liniach kolejowych zostaną uratowane" (portal gov.pl, 10.10.2019),
“Przydomowy ogródek - przeszłość i teraźniejszość” (ogrod.uj.edu.pl).

piątek, 8 maja 2020

Woda cenniejsza od złota

Od kilku lat Polska boryka się z powtarzającymi się niemal co rok suszami, oraz gwałtownymi burzami. Z biegiem lat są  dla nas coraz bardziej dotkliwe - w  studniach, rzeczkach, ogródkach, na polach brakuje wody, a gdy przychodzą krótkie ulewy woda szybko spływa, zalewając ulice. Prognozy hydrologiczne na przyszłe lata nie są optymistyczne. Susze będą się powtarzać coraz częściej. Aby poradzić sobie z tymi katastrofalnymi zmianami musimy, zmienić sposób myślenia o wodzie , przygotować się do nich i zabezpieczyć na przyszłość. Jak możemy walczyć z tym problemem? W jaki sposób magazynować wodę? Jak uchronić się przed gwałtownymi burzami? Oto kilka pomocnych nam wskazówek: 




  • Magazynowanie wody w glebie.
    Najprostszym sposobem jest zazielenianie i zadrzewiania terenów. Ważne jest też aby zaniechać koszenia. Wysoki trawnik ,z domieszką polnych kwiatów, znacznie lepiej radzi sobie w czasie suszy i gwałtownych ulew od tych koszonych - w suchych okresach bardzo skutecznie magazynuje wodę, utrzymując ją na stałym poziomie, a podczas nawałnic potrafi ograniczyć spływ wody, co zapobiega podtopieniom (patrz schemat poniżej). Obszary koszone cechują się dużymi wahaniami wilgotności gleby, bardzo szybkimi spływami, oraz brakiem zdolności do długoterminowego magazynowania wody. 

Schemat obrazujący zdolności do chłonięcia wody różnych obszarów (autor: Zielony Żoliborz).

Sporządzona przeze mnie tabela, w której notuję jak zmienia się wilgotność gleby na obszarze koszonym i niekoszonym. Jak widać znacznie wyższe odczyty notowałem na obszarze niekoszonym. Link do tabeli.



Wykres sporządzony przeze mnie na podstawie moich badań wilgotności gleby (patrz tabela powyżej).
    Kluczową rolę w procesie odkładania się wody w glebie odgrywają drzewa - zacieniają przylegające obszary, co opóźnia parowanie, a korzenie spowalniają spływy. Podczas burz są nam niezwykle pomocne - dzięki gęstym, zielonym koronom woda spadająca jest zatrzymywana, a opad rozkłada się w czasie (krople zatrzymują się na liściach, po czym powoli z nich skapują). Jeśli posiadamy drzewa, lub krzewy w swoich ogrodach, czy na działkach, w żadnym wypadku nie powinniśmy ich wycinać - są naszymi największymi sojusznikami w walce ze skutkami zmian klimatu.     Niezwykle istotne w retencjonowaniu wody w glebie są także aleje drzew, śródpolne zadrzewienia i oczka wodne. Podczas ulew potrafią skutecznie przyjąć nadmiary wody z pól, by w suchszym okresie powoli ją oddawać z powrotem. Jest to zjawisko niezwykle korzystne.    
    Wiele systemów w Polsce jest źle użytkowanych - spełniają jedynie funkcję odprowadzania wody i nie magazynują jej w glebie. Ogrody, działki, pola są często pocięte systemami rowów i kanałów. Należy sprawdzić czy przylegające do użytkowanych przez nas terenów przekopy zatrzymują wodę, tj. czy są wyposażone w zastawki , które powinny być  w czasie suszy  opuszczone. Jeśli ich nie ma, lub są podniesione, warto  je opuścić (jeśli mamy do tego uprawnienia), lub skontaktować się z osobą, przez której teren  rów przepływa.  Jeżeli przekop nie posiada zastawek można ,w kilku miejscach , zasypać go darnią, lub ziemią (uwaga - nie należy tego robić na rowach przydrożnych, tylko na polnych i leśnych). Podobne działania powinno się podejmować na małych ciekach wodnych, np. wąskich potokach, strużkach, czy takich , które tworzą się  okresowo. Spowolni to spływ wodny w okresie suszy, pozwoli jej na powolne wsiąkanie w glebę. Skutki zaniedbania rowów i kanałów mogą być naprawdę opłakane. Właśnie m.in. sieć źle nadzorowanych przekopów spowodowała osuszenie Puszczy Białowieskiej, co przyczyniło się do osłabienia tamtejszych świerków, a następnie gradacji kornika. Gdy będziemy właściwie użytkować systemy kanałów jesteśmy w stanie efektywnie nawilżać przylegające tereny (poniżej przykłady z Rezerwatu Łężczok, k. Raciborza). 

Naturalna przegroda powstała na strudze Łęgoń w Rezerwacie Przyrody Łężczok k. Raciborza pozwala utrzymać stałą wilgotność w grądowym starodrzewiu, do którego przylega (fot. Grzegorz Ptak).

 
Naturalnie zatarasowany kanał w Rezerwacie Przyrody Łężczok k. Raciborza. Właśnie wrzucając do rowów czy małych cieków gałęzie i materiał roślinny jesteśmy w stanie skutecznie zatrzymać wodę (fot. Grzegorz Ptak).
Podobne zabiegi od setek lat wykonują bobry, które budując tamy na strumieniach, spiętrzając je i tworzą rozlewiska, mokradła, które są w stanie skutecznie magazynować wodę w glebie. Do dziś zwierzęta te odgrywają niemałą rolę w retencjowaniu wody, dlatego też jeżeli zobaczymy bobrową tamę, nie niszczmy jej - konstrukcje takie utrzymują się krótko, maksymalnie kilka miesięcy, a w odróżnieniu od tam betonowych, lepiej wpisują się w krajobraz, tworząc bogate,  bioróżnorodne środowisko. 
  • Łapanie deszczówki.
  Bardzo często nasze rynny odprowadzają wodę wprost do kanalizacji. Jest to marnotrastwo wody, której moglibyśmy przecież używać do podlewania ogrodów. Do rynnien wystarczy podłączyć beczki, lub inne zbiorniki na deszczówkę, które pozwalają  na zbieranie  dużych ilości wody (nawet powyżej 5000 litrów) w stosunkowo krótkim czasie. 
    Jak ograniczyć gwałtowne spływy wód podczas burz? Na niekorzyść działają obszary zabetonowane i szczelnie wyłożone kostką. Warto skorzystać z kostki ażurowej, z otworami. Podczas nawałnic woda nie spływa do kanalizacji, tylko wsiąka w ziemię między kostkami - nawilżając glebę. 
    Kolejnym ciekawym pomysłem jest utworzenie ogrodu deszczowego. Jest to specjalnie zaprojektowany fragment zieleni, z odpowiednio dobranymi roślinami i podłożem retencjonującymi wodę. W Internecie można znaleźć sporo schematów pokazujących w jaki sposób taki ogród samodzielnie stworzyć. Najważniejsze jest by znajdował się poniżej otaczającego terenu, w małym zagłębieniu, lub u wylotu rynien, czy rynsztoków. Ogród wysypuje się kilkoma warstwami nawierzchni i sadzi rośliny hydrofitowe ( takie, które żyją w wilgotnym środowisku i potrafią magazynować wodę). Podczas ulewy spływa do niego woda z parkingu czy podjazdu i przez kolejne dni powoli wsiąka w kolejne warstwy odkładając się w glebie. Nie trzeba jednak tworzyć tak specjalistycznego ogrodu by uzyskać podobne  efekty - można po prostu spróbować posadzić pod rynną, w zacienionym miejscu, lub przekopie, kępkę mchów lub innych hydrofitów. Działają wtedy jak gąbka - podczas deszczu wsiąkają wodę, którą oddają, powoli,  w czasie  suszy, dzięki czemu poziom wód gruntowych ,wokół takiego małego moczaru, ustabilizuje się i wzrośnie.
Bibliografia:
1 Dzika Infrastruktura: "Zatrzymywanie deszczówki w mieście" (dzikainfrastruktura.psubraty.pl).

piątek, 24 kwietnia 2020

Pozwólmy żyć


W ostatnich latach wpływ globalnego ocieplenia na nasze codzienne życie z roku na rok się powiększa. Coraz częściej doświadczamy susz, upałów, bezśnieżnych zim, gwałtownych burz i wiatrów. Niestety nasz kraj wciąż nie jest przygotowany do walki z tymi destrukcyjnymi zmianami. Jak możemy się do nich przygotować? Po prostu pozwólmy żyć przyrodzie - pozwólmy się jej rozrastać.

 

"Łąka w mieści" - zwycięski projekt Budżetu Obywatelskiego w Cieszynie, fot. Sylwia Fort

Jednym z największych i najistotniej problemów ekologicznych wpływających na nas, są pojawiające się od dekady , niemal coroczne, susze¹. Najbardziej dają się  we znaki rolnikom, którzy z ich powodu ponoszą ogromne straty. Jednak nie tylko oni zostali bezpośrednio dotknięci tym problemem - przekonali się o tym mieszkańcy Skierniewic (woj. Łódzkie), gdzie w czerwcu zeszłego roku, z powodu deficytu zabrakło wody w kranach. Niestety i w tym roku sytuacja nie uległa poprawie - od kilku tygodni Polska znajduje się w zasięgu wyżu, który przyniósł pogodę słoneczną, ciepłą i suchą. Przez to zjawisko od ponad miesiąca w naszym kraju nie pojawiły się wielkoskalowe opady deszczu. Na ogromnym obszarze Polski mamy obecnie do czynienia z dużym deficytem wody (mapa poniżej ). Największe problemy z suszą występują w pięciu województwach - Lubuskim, Wielkopolskim, Łódzkim, Kujawsko-Pomorskim, oraz Mazowieckim. Wynika to ze sposobu zagospodarowania tamtych obszarów, ich klimatu, ukształtowania terenu i środowiska przyrodniczego. Według danych GUS z 2017 roku, we wszystkich wymienionych województwach (oprócz Lubuskiego) lasy zajmują stosunkowo małą powierzchnię (poniżej 26%), a znaczną rolę w ich krajobrazie odgrywają pola uprawne pod zasiewami (powyżej 69% powierzchni).

Wskaźnik wilgotności gleby, warstwa 0-7 cm (dane z 15 kwietnia), źródło: IMGW


Obszary te należą do najsuchszych regionów naszego kraju (opady roczne wynoszą tam maksymalnie 550 mm - dla porównania - w Cieszynie jest to nawet 1000 mm), co wynika głównie z równinnego ukształtowania terenu². Żeby lepiej zrozumieć dlaczego mamy takie problemy z magazynowaniem wody (należymy do krajów z najmniejszymi zasobami wody w Unii Europejskiej)  warto  przyjrzeć się historii gospodarowania tych obszarów. Od kilkuset lat człowiek bardzo intensywnie eksploatował te równiny, osuszając naturalne moczary, karczując lasy, budując systemy melioracyjne, by uzyskaną w ten sposób ziemię przekształcić na potrzeby rolnictwa. Pod wpływem takich działań środowisko przyrodnicze zaczęło się zmieniać - woda o wiele łatwiej zaczęła parować, odpływać do cieków wodnych, przez co obszary te stały się niezwykle suche. W XIX i XX wieku powstało  jeszcze więcej osuszających systemów melioracyjnych, co spowodowało przyspieszenie tego procesu (żadna z inwestycji nie powstała po to by zatrzymywać wodę w glebie, a wręcz przeciwnie - większość z nich miała za zadanie jak najszybsze odprowadzenie wody do rzek, lub zbiorników). Właśnie to spowodowało, że mieszkańcy centralnej Polski są najczęściej odczuwają dotkliwą suszę. 

Przyglądając się podejmowanym w przeszłości działaniom jesteśmy w stanie wyciągnąć wnioski, wykryć błędy i znaleźć nowe rozwiązania. Warto zauważyć np, że od wieków człowiek walczył z wodą, nie starał się jej magazynować, tylko odprowadzał do rzek, przez co ,w naszym kraju, do dziś zachowało się sporo, pełniących właśnie takie funkcje, systemów melioracyjnych. Dziś, w epoce zmian klimatu, te instalacje działają przeciw nam, ponieważ bardzo skutecznie odprowadzają wodę, również podczas suszy. W wielu częściach Europy ,z tego powodu, prowadzi się akcje renaturyzacji rzek, zrywając z nich betonowe obwałowania i progi, przywraca moczary, stawia beczki i zbiorniki na deszczówkę, oraz buduje liczne ogrody deszczowe, mające za zadanie absorbować wodę. 

Jednak największą pomoc w magazynowaniu wody oferuje nam przyroda. Porośnięta wysokim trawnikiem, lub naturalną łąką gleba może mieć temperaturę nawet o 30 °C niższą niż zupełnie odsłonięta ziemia, co znacznie zmniejsza parowanie. Podobnie jest w przypadku drzew - w upalny dzień przestrzeń, położona pod nimi, może mieć temperaturę nawet o 20 °C niższą od nieosłoniętego obszaru . Warto zauważyć, że zarówno łąki jak i zadrzewienia, dzięki rozwiniętym systemom korzeniowym, są w stanie bardzo skutecznie gromadzić wodę w glebie. Dodatkowo stanowią dom dla całej grupy organizmów, które pełnią kluczowe role w lokalnym i globalnym ekosystemie (np. pszczoły). 

My sami właściwie nie musimy wiele robić - po prostu pozwólmy przyrodzie żyć, rozrastać się bez naszej pomocy. Zaprzestańmy więc koszenia trawników i łąk w czasie suszy lub upałów, gdyż takie działania mogą doprowadzić do skrajnie wysokiego przesuszenia gleby. Pozwólmy otaczającej nas zieleni swobodnie rozrosnąć. 

Powinniśmy zacząć myśleć o naturze w nieco inny sposób niż dotychczas. Przestańmy uważać ją za naszego wroga, którego ciągle trzeba kontrolować, ale raczej sojusznika. Wyzbądźmy się postrzegania świata z pozycji małego ego, poszerzmy perspektywę swojego patrzenia. Ograniczanie się,  prowadzenie działań na rzecz środowiska i klimatu na pewno nie przyniosą pożądanych efektów z dnia na dzień. Jakiekolwiek zmiany spowodowane naszymi działaniami mogą zostać dostrzeżone dopiero  za kilkadziesiąt lat, przez nasze dzieci, lub wnuki. Musimy się nauczyć cierpliwości w podejściu do natury. Za długą perspektywę czasu uważamy 100 lat, dla globalnego ekosystemu nie jest to nawet mrugnięcie okiem. Nasz czas , na tle całej historii powstawania gatunków, jest tak krótki, jak , z ludzkiej pozycji, wydawać może się  jednodniowe życie muchy. Musimy przestać działać wyłącznie dla własnej korzyści, możemy pozostawić dla przyszłych pokoleń, natury, ten świat lepszym. Można to nawet nazwać formą osobistego wyzwolenia, które odmienia rzeczywistość. Przyroda i życie są wartościami samymi w sobie. 
Polski entomolog dr inż. Lech Buchholz, mówiąc o znaczeniu martwego drewna powiedział: "drzewo po śmierci, żyje bogatszym życiem, niż za życia". Podobnie i my powinniśmy się stać dla innych istot przestrzenią, w której wyrosną ich korzenie.
                                           
Przypisy:
¹ Problemowi suszy w Polsce poświęciłem znacznie obszerniejszy i bardziej szczegółowy tekst pt. "Kraj suchy jak pieprz", który w formie dwuczęściowej ukazał się w nr 22 i 24 (8 listopada, oraz 6 grudnia 2019 r) Wiadomości Ratuszowych. Tekst jest dostępny w wydaniach online gazety, oraz na moim blogu "Teleskop".
² Najwyższe opady występują na obszarach pofałdowanych, tj. na wyżynach, pojezierzach, oraz w górach. W takich miejscach para wodna zawarta w powietrzu znacznie szybciej i skutecznej się skrapla; gdy wilgotna masa powietrza napotyka na barierę (wzgórze/górę) zaczyna się wznosić i przez to wychładzać (o ok. 0,6 °C / 100 m), co skutkuje skropleniem się zawartej w niej pary i opadem. Na nizinach, gdzie żadne naturalne bariery nie występują zjawisko to nie zachodzi, co skutkuje niskimi opadami.



   

czwartek, 9 kwietnia 2020

Rozmowa ze Sobą - rozmowa z Ziemią

W ostatnich miesiącach nasza codzienna rzeczywistość wywróciła się do góry nogami - pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 zmieniła ją nie do poznania. Wszystko zaczęło spowalniać, zyskaliśmy więcej czasu dla siebie, mnóstwo spraw się zmieniło. Sytuacja ta skłania nas do refleksji, poszukiwania odpowiedzi na fundamentalne pytania. Usiądźmy więc spokojnie, pomyślmy, wyjdźmy na spotkanie samemu sobie –  Ziemi.

fot. Unsplash
  Współczesny świat był jak dotąd strasznie zabiegany. Nikt nie miał czasu, każdy się gdzieś spieszył. Zapomnieliśmy o tym jak to jest , po dziecięcemu, przypatrywać się spływającej po szybie kropli deszczu. Pędziliśmy, nie umiejąc się zatrzymać. Lata mijały i wydawało się, że nie sposób powstrzymać tej wielkiej,  machiny postępu. Aż tu nagle, z dnia na dzień, wszystko stanęło. Zakłady pracy i szkoły zamknięto, tak więc wróciliśmy do domów.  Nie pędzimy już nigdzie, nasza rutyna została rozbita. Rodziny  dostały czas na wzajemną konfrontację, rozmowę. Wielu starszych ludzi pozostało w samotności, w ciszy, jest w potrzebie. Ten trudny okres daje nam możliwość zastanowienia się nad rzeczami, o których, z powodu braku czasu, nie mogliśmy dotąd myśleć. Właśnie teraz powinniśmy zacząć pytać; „kim właściwie jestem?”, „czym jest to „ja”?”, czego poszukuję?”, „jaki jest sens tego wszystkiego?”, „jakie dotąd było moje życie?”, „a może wykorzystam tą sytuację żeby komuś pomóc?”. Dla wielu konfrontacja z samym sobą może być bardzo trudna, a dla niektórych nawet przerażająca. Nic dziwnego – w końcu dotąd nie mieliśmy czasu by, wejść w siebie, zacząć pytać. Dotąd uciekaliśmy przed tym co gnieździ się głęboko w nas, nasz umysł chwytał myśli, uciekał od tego skupiając się na innych rzeczach. I nagle zostaliśmy sam na sam ze sobą. Sytuacja ta uczy  pokory, pokazuje jak  cywilizacja jest krucha, ile złudzeń i uprzedzeń się w nas gnieździ, oraz jak bardzo jesteśmy zespoleni z Ziemią. Również o nią powinniśmy zacząć pytać, o niej myśleć. Dzisiejsza sytuacja daje też szansę wydobyć się na zewnątrz naszemu człowieczeństwu. Obecnie wielu ludzi (szczególnie tych, którzy przebywają na kwarantannie i starszych) potrzebuje pomocy. Pomóżmy im, zróbmy zakupy, zadzwońmy do nich, zostawmy im na wycieraczce jakąś niespodziankę. Pomaganie jest jednym z najgłębszych przejawów duchowości – gdy dajemy coś drugiemu, to tak, jakbyśmy się nim stawali, już nie widzimy podziału na „ja” i „inni”. Małe ego się rozsypuje, czujemy się szczęśliwi z czyjegoś szczęścia.
    Mimo tego, że dzisiejsza, pandemiczna rzeczywistość nie zachęca nikogo do wychodzenia na spacery, czy wyjeżdżania na wycieczki, możemy się teraz zbliżyć do natury bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Zastanówmy się nad tym jak wpływamy na nią, czy traktujemy ją jako swoją własność, którą możemy dowolnie wykorzystywać, niszcząc dla własnych egoistycznych celów, czy też szanujemy, podziwiamy, czujemy się jej częścią. Odwołując się do teorii ewolucji Karola Darwina – cała natura wywodzi się z jednego korzenia. Również i my – ludzie z niej wyszliśmy. Nie możemy uciec przed przyrodą, jesteśmy jej częścią i nią pozostaniemy. Nawet gdybyśmy zamknęli się w betonowych murach i tak prędzej czy później natura by do nas dotarła. Będziemy odczuwać tęsknotę.  Nie warto przed nią uciekać – to jedynie przysparza nam i innym cierpienia. Powinniśmy się z nią skonfrontować, dostrzec jej piękno, transcendencję, duchowość. Gdy będziemy bacznie się jej przyglądać (chociażby w myślach, czy oglądając zdjęcia) stopniowo zaczniemy coraz lepiej rozumieć jej język, funkcjonowanie. Natura jest krystalicznie czysta, jak woda źródlana. Trwa, żyje swoim życiem. Teraz mamy pandemię koronawirusa, a tymczasem co dzieje się w parkach, lasach, na polach? Śpiewają ptaki, kwitną drzewa i kwiaty, potoki płyną, przyroda ożywa jak co roku. Posłuchajmy szumu strumienia (choćby na magnetofonie), uchylmy okno i przyjrzyjmy się śpiewowi kosa. Teraz mamy na to nareszcie czas, moment by nie uciekać myślami do przyszłości, tylko być  tu i teraz, z Ziemią, samym sobą, przyjrzeć się uważnie kwitnącemu drzewu za oknem. Dostrzeżenie piękna przyrody daje nam klucze do jej zrozumienia, a to z kolei, pozwoli nam pojąć takie problemy jak obecny kryzys klimatyczny. Zastanówmy się; „czy rzeczywiście potrzebuję do szczęścia tak dużo?”, „a może szczęście znajdę właśnie gdy będę miał mniej?”. Te pytania są niezwykle ważne. Przecież globalne ocieplenie, zanieczyszczenie mórz i oceanów, oraz wszelkie inne zniszczenia, jakich naturze przysporzył człowiek, miały korzenie w zachłanności, egoizmie, braku zrozumienia siebie i Ziemi. Podobnie  „mokre targi”, przyczyna dzisiejszych nieszczęść czy , w ogóle, masowa produkcja mięsa.  Zachłysnęliśmy się własnymi wynalazkami myśląc, że przedmioty uczynią nas szczęśliwymi. Zaczęliśmy wykorzystywać innych ludzi (pracownicy z krajów Trzeciego Świata zatrudnieni za niewielką opłatą) i Ziemię do tego, aby gromadzić wokół siebie dobra. Coraz większa ilość przedmiotów przyniosła z sobą tony śmieci, które spłynęły do naszych rzek i mórz, a gazy uwalniane podczas ich produkcji, trafiając do atmosfery, rozchwiały stabilność ziemskiego klimatu. Czy ten nieustający pęd, który w ostatnich latach zaczął mocno przybierać na sile rzeczywiście uczynił nas szczęśliwymi?  Zbieramy kolejne dobra, ale czujemy tylko ułudę szczęścia i sądzimy, że żeby być szczęśliwszymi musimy mieć jeszcze więcej. Wpadamy w błędne koło – ciężko harując staramy się zdobyć jak najwięcej pieniędzy, by potem kupować za nie kolejne rzeczy. Gdy jednak nie odnajdujemy sensu w tych przedmiotach, które posiadamy, chcemy mieć kolejne i tak bez końca.
 Łańcuch ten uruchomił takie procesy jak globalne ocieplenie, podzielił świat, pozbawił ogromną część mieszkańców naszej planety godnych warunków życia. Po co tak gnamy? Sami rujnujemy swoje zdrowie psychiczne, oraz niszczymy nasz wspólny dom - Ziemię. Jaki jest sens życia? Czym dla mnie jest wyzwolenie? Stawiając kolejne pytania staniemy się spokojni i uważni. Dostrzeżemy znacznie więcej, zrozumiemy. Sprzed naszych oczu znikną wszelkie złudzenia i uprzedzenia. Przedmioty stracą dla nas wartość, zobaczymy, że tak naprawdę bardzo niewiele nam potrzeba do szczęścia. W dzisiejszych czasach, kiedy człowiek doprowadził do destabilizacji różne procesy obecne w przyrodzie, luksusem staje się słuchanie szumu drzew, śpiewu ptaków. Tak więc nie popadajmy w zobojętnienie czy lęk – spróbujmy wykorzystać tą trudną sytuację jak szansę , by zbadać dotąd w ogóle nie znane obszary ukryte w nas samych. Stańmy sami przed sobą, skonfrontujmy się z tym co gnieździ się w naszym umyśle. Nie bójmy się zadawać trudnych pytań, uczmy się obserwować rzeczywistość, widzieć prawdziwe szczęście w kwitnącej przed naszym domem wiśni, śpiewającym ptaku. To fundament pozwalający zrozumieć lepiej sens życia, otwierający na nowe doświadczenia. Właśnie na takim gruncie wykiełkowały wszystkie religie, filozofie, oraz ochrona środowiska. Zastanówmy się nad tym.


fot. Unsplash
 


   

piątek, 13 marca 2020

Ochrona Ziemi - lekcja odpowiedzialności




        Od epoki industrialnej emitujemy coraz więcej dwutlenku węgla do atmosfery, czego skutkiem jest zachwianie równowagi w środowisku i klimacie. Konsumujemy znacznie więcej niż w przeszłości, chcemy mieć coraz więcej. Wielkie koncerny kreują nam nowe „potrzeby”, o których wcześniej nawet nie myśleliśmy. Jeśli pozwolimy tej potężnej maszynie na ciągłe nabieranie tempa, doprowadzimy do śmiertelnie niebezpiecznego zachwiania naturalnej równowagi. Wielu z nas stara się w jakiś sposób walczyć z tymi problemami, niestety jednak bardzo często to co mówimy, nie pokrywa się z rzeczywistością, ponieważ zewnętrzne środowisko wpływa na nasze decyzje. Wynika to również z braku czegoś niezwykle ważnego, stojącego u podstaw walki z destrukcyjnymi zmianami klimatu i środowiska naturalnego - odpowiedzialności.



Wysypisko śmieci w Azji (fot. foter.com)

Konsument marionetką producenta


         Jeśli chcemy walczyć o dobro naszej planety musimy mieć na uwadze nasze codzienne wybory. Wiele osób, z którymi rozmawiałem na temat globalnego ocieplenia wzruszało ramionami i mówiło: „No cóż... I tak nic nie możemy zrobić”. Jest to jednak tylko złudzenie - praktycznie każdy nasz codzienny ruch ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. W szczególności dotyczy to  wyboru produktów kupowanych w sklepach. Produkcja niepozornego, taniego sera może być niezwykle uciążliwa zarówno dla środowiska jak i ludzi. Warto tu jednak postawić pytanie, dlaczego właściwie produkty, które odciskają dużą stopę środowiskową i wymagają ogromnego nakładu energii kosztują tak tanio w stosunku do tych wytwarzanych regionalnie, ekologicznie, na małą skalę? Jest to efekt współpracy rządów i wielkich korporacji - urzędnicy tworzą wygodne dla koncernów ustawy, dzięki którym obie strony odnoszą korzyści. Kosztem tych układów cierpi jednak zarówno środowisko jak i ludzie; produkty uciążliwe dla Ziemi są tak tanie dlatego, że część tej ceny została przerzucona na środowisko i społeczeństwo - ludzkość już zapłaciła za taki produkt, w postaci odniesionych, przez niebezpieczne przemiany środowiskowe i klimatyczne, strat. Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie płacimy jedynie my, konsumenci. Wiele składników potrzebnych do produkcji żywności pozyskuje się często w krajach trzeciego świata. Ubodzy mieszkańcy krajów afrykańskich, czy azjatyckich pracują przy pozyskiwaniu tych materiałów w strasznych, wręcz nieludzkich warunkach, otrzymując skrajnie niskie wynagrodzenie. Często zamiast uprawiać jadalne zboża, którymi mogliby się pożywić są zmuszani do uprawy roślin przemysłowych. Właśnie m.in. takie społeczności płacą o wiele wyższą, niż my, cenę za kupiony przez nas produkt. By wyprodukować tanie masło roślinne potrzebny jest olej palmowy, a żeby z kolei jego wytworzyć trzeba otwierać coraz więcej plantacji palm. Najlepsze warunki do założenia takiej uprawy panują w strefie okołorównikowej, gdzie rośnie wiele wilgotnych, niezwykle cennych puszczy tropikalnych. Bardzo często by otworzyć ogromne plantacje wycina i osusza się gigantyczne połacie lasów deszczowych. Skutki takich działań są opłakane zarówno dla przyrody jak i ludzi. Klimat lokalny staje się skrajnie suchy i gorący, przez co pozbawione puszczy społeczności lokalne zaczynają mieć poważne problemy z jedzeniem i wodą pitną, których to wcześniej dostarczał im las deszczowy. Właśnie takie bujne, wiecznie zielone lasy stanowią ogromny skarb zarówno dla ludzkości jak i natury - to właśnie one są zielonymi płucami Ziemi, to tam , dzięki specyficznemu mikroklimatowi , jest największa bioróżnorodność. Niszcząc te niezwykłe i rozbudowane kompleksy leśne sami sobie szkodzimy. M.in. takie destrukcyjne działania prowadzą do intensywnego wzrostu ilości CO2 w atmosferze, czyniąc globalne ocieplenie procesem jeszcze bardziej gwałtownym i nieprzewidywalnym. A to wszystko dzieje się by 8% ludzi, żyjących we względnym dobrobycie mogło posmarować sobie kromkę chleba masłem, lub skorzystać z innego taniego, produkowanego masowo produktu. I tutaj głównym winowajcą nie jest właśnie konsument (zazwyczaj nie zdaje on sobie w ogóle sprawy gdzie i w jakich warunkach dany produkt został wytworzony), a producent. Wielkie koncerny tworzą układy z władzą, na mocy których mogą obniżyć cenę produktu przerzucając jej część na środowisko i społeczeństwo. Kupując produkty rzadko zastanawiamy się z jakiego źródła pochodzą - zazwyczaj wybierając je sugerujemy się ceną. Bierzemy więc w większości rzeczy tanie, które są niezwykle uciążliwe dla środowiska i całych społeczności, oraz odciskają ogromną stopę węglową. Producent chce żebyśmy kupowali tani produkt na dużą skalę, gdyż wie, że właśnie wtedy zarobi najwięcej - nasza wolna wola jest wtedy częściowo podporządkowana „niskiej” cenie.
Ponadto koncerny wpływają na nas jeszcze w inny sposób - kreują mody i potrzeby, których wcześniej nie mieliśmy. Zafascynowani produktami z kolorowych reklam gnamy do sklepów - nie możemy być gorsi od innych - my też musimy je posiadać. Tak właśnie producentom udaje się sprzedać ,z ogromnym zyskiem, rzeczy często wtórne, które nie są człowiekowi po prostu potrzebne. W taki sposób wielkie korporacje ,pośrednio, wybierają za konsumentów. To pokazuje jak nieodpowiedzialny społecznie i środowiskowo  jest ten układ, tworzony… dla naszej wygody.

Świat jest w naszych rękach


         To jednak, że korporacje mają niebagatelny wpływ na nasze codzienne decyzje nie znaczy wcale, że nie mamy wolnej woli. Jeżeli podczas zakupów przyjrzymy się wybieranym produktom, zobaczymy z jakiego źródła pochodzą (obecnie istnieje bardzo wiele aplikacji, dzięki którym można sprawdzić to dokładniej), wtedy podejmiemy świadomą, nie zmanipulowaną zabiegami producenta decyzję - przestaniemy być marionetką korporacji. W tych niezwykle konsumpcyjnych czasach przed kupnem jakiegokolwiek modnego, szeroko reklamowanego przedmiotu, warto jest się poważnie nad nim zastanowić. Czy ten produkt jest nam rzeczywiście potrzebny? Czy jego kupno nie jest jedynie próbą dorównania innym, którzy już go mają? Po co mamy gonić za modą? Może uda nam  się znaleźć jakiś swój indywidualny, niepowtarzalny styl? Gdy zaczniemy wybierać świadomie, ograniczymy kupowanie produktów wielkich korporacji, nasze decyzje przestaną być tak destrukcyjne dla środowiska. Kupując nieco droższe produkty z małych, lokalnych firm możemy być pewni, że wytworzenie tego co kupujemy nie przysporzyło żadnemu człowiekowi cierpienia, a w przyrodzie nie wyrządziło szkody lub wpłynęło na nią w sposób niewielki. Wspierając takie małe przedsiębiorstwa działamy również na rzecz gospodarki krajowej (zamiast firm zagranicznych), czyli naszego, lokalnego dobra wspólnego.
Jednak nie tylko zakupy wpływają znacząco na środowisko; często na stacjach benzynowych, kupujemy kawę czy herbatę. Zazwyczaj za każdym razem zabieramy z zasobnika nowy kubek jednorazowy, który po wypiciu wyrzucamy - takie działania mają ogromny wpływ na środowisko. Dlatego podróżując warto zamiast tego kupić sobie swój podróżny kubek/termos, który będzie nam służył przez wiele lat, będzie znacznie wygodniejszy od tych jednorazowych i mniej uciążliwy dla Ziemi. Posiadanie takiego własnego kubka, menażki, czy przenośnych naczyń może się przydać również w fast foodach, a będąc w trasie, na wycieczce możemy zabierać ze sobą wcześniej przygotowany prowiant.
Pozostańmy przy temacie podróżowania - część z nas spędza wczasy za granicą. Niestety, wyprawy do odległych, pięknych miejsc są niezwykle uciążliwe dla środowiska (szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę to, że wyjeżdżając tak daleko korzystamy z samolotów - najbardziej emisyjnych środków transportu). Przed organizacją takich wakacji warto jest się poważnie zastanowić. Czy muszę jechać aż tak daleko? Może gdzieś bliżej są jakieś równie piękne miejsca? A może tym razem odpuszczę i wyjadę gdzieś do Polski? Nasz kraj ma bardzo szeroką ofertę turystyczną - mamy mnóstwo ciekawych, pięknych i zabytkowych miast i miasteczek, kilkaset kilometrów różnych pasm górskich w Karpatach i Sudetach idealnych do wakacyjnych wędrówek, nadbałtyckie klify, niezwykle cenne przyrodniczo miejsca (m.in. Puszcza Białowieska, Tatry, Bieszczady, Puszcza Świętokrzyska), rezerwaty i parki narodowe,  liczne agroturystyki, przystanie kajakowe, wypożyczalnie rowerów i wiele innych. Polska jest krajem niezwykle różnorodnym zarówno pod względem krajobrazowym, przyrodniczym, jak i historycznym, oraz kulturowym. Czasem jednak równie dużo szczęścia dają mikro-wycieczki. Naprawdę warto jest eksplorować swój region. Rozłóżcie mapę i poszukajcie, czy w waszej okolicy nie ma jakiegoś ciekawego miejsca (jeśli dobrze poszukacie na pewno coś znajdziecie). Zdrowsze dla nas i dla środowiska są właśnie takie częste, weekendowe mikro-wycieczki, w przeciwieństwie do jednorazowych dalekich wczasów (które łączą się z ogromnymi kosztami i  stresem). Są one lepsze dla naszej psychiki i zdrowia, znacznie mniej uciążliwe dla środowiska, jak i dla rozwoju lokalnych przedsiębiorców, oraz ludzi działających w turystyce.
Podobnie warto jest się zastanowić nad ogromnymi festiwalami i imprezami (szczególnie tymi odbywającymi się pod gołym niebem). One również wywierają ogromny wpływ na środowisko i ludzi. Duże festiwale odbywające się pod chmurką zawsze pozostawiają po sobie zatrważające ilości śmieci. Ponadto emitują wielkie ilości hałasu, który szkodzi zarówno widzom, ludziom zamieszkującym okolicę, jak i przyrodzie (ptaki i zwierzęta). Powinniśmy więc dobrze przemyśleć decyzję wyjazdu na duży koncert, lub inną podobną imprezę. Czy naprawdę muszę tam jechać? Czy taki hałas jest mi rzeczywiście potrzebny? Może w moim pobliżu są jakieś inne, kameralne, mniejsze koncerty? W ten sposób będziemy mogli wesprzeć ludzi działających niszowo, a których praca jest niezwykle pożyteczna i niedostrzegana. Pomyślmy co jest nam naprawdę potrzebne, a co nie. Bądźmy odpowiedzialni za nasze wybory i czyny. Nie bójmy się zadawać pytań i szukać na własną rękę - takie właśnie rozumowanie stoi u podstaw ochrony przyrody i walki z globalnym ociepleniem.


bibliografia:
- Borys Lewandowski "Client Shaming, czyli wstyd konsumenta", Miesięcznik Dzikie Życie, nr 9, wrzesień 2019


        
        
        
        
        


sobota, 21 września 2019

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny - i co dalej?



         W piątek 20-tego września młodzież z tysięcy miast na całym świecie wyraziła swój niepokój związany z globalnym ociepleniem. Nic dziwnego - w końcu zmiany klimatu są zauważalne nawet w Polsce. W naszym kraju w ostatnich latach coraz częściej pojawiają się długoterminowe susze i fale upałów, które jeszcze XX wieku zdarzały się sporadycznie. MSK to jedna z inicjatyw, która bardzo mocno nagłośniła problem zmian klimatu. Sam również brałem w niej udział, gdyż walka z nimi należy do moich priorytetów. Przemawiające osoby wygłosiły wiele poruszających i inspirujących słów. Nasz protest postawił jednak przede mną znacznie więcej pytań niż odpowiedzi: Co teraz z tym zrobimy? Czy zastosujemy się do motywujących zdań wygłoszonych podczas strajku? Czy wzorem Grety Thunberg zmienimy coś w naszym życiu na rzecz walki z globalnym ociepleniem? Czy jesteśmy na to gotowi?



Młodzieżowy Strajk Klimatyczny - Cieszyn, 20.09.2019, fot. Nikodem Szlauer



         Na strajk przygotowaliśmy banery i tabliczki z różnymi hasłami: "We don't have a planet B", "Przyszłość jest w naszych rękach", "Ziemia to nie piec kaflowy", "Nie podnoście nam temperatury" itd. . Bardzo mocno zastanowił mnie ten ostatni napis. Bez kompromisów wskazuje on winowajców - dorosłych, którym wytyka ich poczynania. Jak to? Czyżby tylko oni powodowali zmianę klimatu? Przecież my również odciskamy swoją stopę środowiskową, często bardzo porównywalną do odciśniętej przez dorosłego. My także konsumujemy, podróżujemy, kupujemy setki potrzebnych i niepotrzebnych przedmiotów, a potem je wyrzucamy. Często chodzimy w zagranicznych ubraniach i butach, które również zostawiają potężną stopę węglową. Myślę, że nie o to chodzi w MSK. Energia, która została w nas wyzwolona po proteście powinna obrucić się w czyny. A może zamiast tylko wytykać innym co robią źle, lepiej wpierw spojrzeć na siebie? Czy robię coś by chociaż trochę zmniejszyć światową emisję? Czy jestem gotów coś zmienić w swoim życiu? Czy będę w stanie ograniczyć się dla dobra Ziemi? Młodzieżowy Strajk Klimatyczny jest świetną inicjatywą, ale nie powinniśmy kończyć naszej walki z globalnym ociepleniem na przejściu ulicą z transparentem w ręku. Mądre i poruszające słowa tracą na wartości gdy nie odnajdują zastosowania w rzeczywistości.

Globalne ocieplenie wyzwaniem dla młodych ludzi


         Urodziliśmy się w rzeczywistości, w której mamy styczność z problemem, jakim nigdy dotąd ludzkość nie miała do czynienia, a mianowicie ze zmianami klimatu. To my będziemy w przyszłości rządzić światem i za niego odpowiadać. Musimy zacząć konkretnie działać. Mamy naprawdę niewiele czasu. Obecnie średnia globalna temperatura jest wyższa względem epoki przedprzemysłowej o ok. 1°C. By nieodwracalnie wybić ziemski system klimatyczny z równowagi ocieplenie musi osiągnąć ok. 4°C. Według naukowców czasu pozostało nam naprawdę niewiele (do 2030 roku musimy zmniejszyć emisję o 50%, a w kolejnych kilkunastu latach do 0%) . Oczywiście większość emisji gazów cieplarnianych pochodzi ze źródeł naturalnych (nasza emisja to jedynie ok. 5% tej drugiej), jednak i ten znikomy procent wystarczy by wytrącić system klimatyczny z równowagi (więcej o globalnym ociepleniu i efekcie cieplarnianym napiszę w kolejnym tekście). Paradoksalnie, na ocieplającej się Ziemi wśród ludzi stał się popularny bardzo konsumpcyjny tryb życia. Chcemy mieć coraz więcej i więcej. Chcemy by gospodarka się coraz lepiej rozwijała, żeby w sklepach był coraz większy wybór. Gigantyczne koncerny mamią nas różnymi drogimi produktami, namawiając byśmy konsumowali jeszcze więcej. Według statystyk człowiek nigdy jeszcze nie spożywał tak wiele mięsa ile w czasach współczesnych (jego produkcja i hodowla zwierząt są niesamowicie uciążliwe dla środowiska). Jeśli każdy z nas miałby żyć, tak jak przeciętny Amerykanin (USA to najbardziej konsumpcyjny kraj świata), potrzebowalibyśmy czterech Ziem. Jeśli ludzkość wciąż będzie prowadzić taki styl życia, nasza planeta tego nie wytrzyma...

Co możemy zrobić?


         Często nam się wydaje, że od naszego małego wyboru nic nie zależy. Nic bardziej mylnego - każdy nasz codzienny krok ma niebagatelny wpływ na klimat. Kupując firmową bluzę, czy buty wspieramy wielkie korporacje i de facto stajemy się ich niewolnikami. A właśnie potężne koncerny odciskają gigantyczną stopę węglową. Wspierając je dobrowolnie dokładamy się do ociepleniu klimatu. Konsumpcja tak zawładnęła nami, że nawet na Młodzieżowym Strajku Klimatycznym, który występuje przeciwko niej, wielu z nas włożyło firmowe ubrania, produkowane przez właśnie takie koncerny. Czyż to nie hipokryzja? Wytykamy innym niekonsekwentne działania, a sami dobrowolnie dokładamy się do zmiany klimatu, a co więcej reklamujemy i wspieramy taki tryb życia. Strajk jest ważny, lecz będzie mieć sens jedynie wtedy kiedy my sami zaczniemy się zmieniać. Nie bójmy się zadawać trudnych pytań. Współczesny człowiek niesamowicie boi się spojrzeć wgłąb siebie, gdyż nie wie co tam może zobaczyć. Musimy być konsekwentni i odpowiadać za nasze czyny. Jeżeli dobrowolnie i w pełni świadomie przyczyniamy się do czyjegoś cierpienia, musimy za to wziąć odpowiedzialność. Przemaszerować ulicą z transparentem w ręku jest bardzo łatwo. Ograniczenie się, bądź zrobienie czegoś konkretnego, przyczyniającego się do walki z globalnym ociepleniem jest o wiele trudniejsze. Dlatego gorąco zachęcam Was chociażby do spróbowania wybicia się z codziennych schematów, do choć drobnej zmiany. Naprawdę każdy nasz drobny wybór ma wpływ na zewnętrzny świat. Jeśli zaczniemy to robić razem uda nam się ocalić całą naszą planetę. Przy odrobinie wyobraźni, kreatywności i samozaparcia uda nam się powstrzymać zmianę klimatu.

sobota, 13 lipca 2019

Kraj suchy jak pieprz




         Tak... Polska należy do najsuchszych krajów Unii Europejskiej. Wielkość naszych zasobów wodnych jest porównywalna do zapasów Egiptu. Jesteśmy bardziej zagrożeni deficytem wody niż afrykański Czad. Wcześniej ten problem nie był w ogóle zauważany, jednak teraz jest zupełnie inaczej. W Europie Środkowej coraz częściej pojawiają się długie susze i fale upałów; przestajemy sobie radzić z gospodarowaniem wodą. 12 czerwca 2019 roku, w Skierniewicach (woj. Łódzkie) zabrakło wody pitnej w kranach, co nigdy dotąd w Polsce nie miało miejsca. Dlaczego nasze zasoby wodne są tak niewielkie? Czy w przyszłości sytuacja ze Skierniewic może się powtórzyć? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym tekście...


Rzeki jak rynny


         Na samym początku spójrzmy na fot. nr 1; przedstawia ono ujęcie rzeki Wisły w stolicy Beskidu Śląskiego - Wiśle. Krajobraz jest dość monotonny: brzegi rzeki zostały ogołocone ze wszelkiej roślinności, umocnione betonem i kamieniami, a oddalone od siebie w równych odstępach sztuczne kaskady wyglądają niemal identycznie (niewidoczne na zdjęciu). Wszystko wyrównano pod linijkę. Na tym odcinku Wisła bardziej niż rzekę przypomina kanał, betonową rynnę, czy miejski rynsztok. 


zdjęcie nr 1, fot. autor
   Władze zapewniają mieszkańców, że dokonując regulacji zabezpieczą ich domostwa, a podtopienia przy długotrwałych deszczach odejdą w niepamięć. Rzeka jednak jest regulowana z zupełnie innego powodu - lenistwa i braku kreatywności lokalnych polityków. Wyregulowane cieki działają bardzo podobnie do ulicznego rynsztoku - bardzo szybko i skutecznie osuszają przyległy do nich teren. Do tego wytrzymałość betonowych wałów jest na tyle duża, że władze mogą zupełnie zapomnieć o rzece nawet na kilkadziesiąt lat. Wszystko wygląda w porządku: rzeką odpływa nadmiar wody, a wały nie wymagają częstych remontów. Całe to dobrze wyglądające przedsięwzięcie jest jednak naznaczone niekonsekwencjami. Jedną z nich jest to, że niezależnie czy mamy falę deszczu, czy okres suchy, ciek w obu przypadkach odprowadza wodę tak samo skutecznie. Jak łatwo z tego wywnioskować jest to gotowy przepis na lokalną suszę. Kolejną sprzecznością  jest to, że zawsze pozbywamy się wody i nigdzie jej nie magazynujemy. Mamy co prawda kilka dużych zbiorników retencyjnych, lecz one nawadniają nasze gleby jedynie w znikomym stopniu, ponieważ większość zawartości kierują do naszych kranów. Wzdłuż rzeki nieuregulowanej tworzą się naturalne rozlewiska i tereny podmokłe okresowo zalewane. Takie nadbrzeżne bagna i podmokłe łąki to potężne magazyny wody, działające jak gąbka - podczas okresów deszczowych chłoną wilgoć, a gdy przychodzi susza ją oddają. Było to niesamowicie korzystne dla rolników, którzy podczas suchych miesięcy nie musieli sztucznie nawadniać swoich upraw. W sytuacji gdy rzeka jest wyregulowana, jej nurt wzrasta i się rozpędza. Woda z całej Polski gna do Bałtyku, przez co wały mające pewną wytrzymałość pękają, a miliony ton cennej substancji rozlewa się po okolicznych terenach, robiąc potężne szkody. Następną sprzecznością jest wycinanie drzew rosnących na brzegach rzek. Zieleń umacnia swoimi korzeniami wały, oraz zatrzymuje wilgoć, dzięki czemu efekt osuszania terenu zostaje znacząco złagodzony.

Niesprzyjający klimat


         Przedstawiłem tu zaledwie ułamek wszystkich niekonsekwencji związanych z tym przestarzałym systemem gospodarowania rzekami (nie jest on wcale współczesny; jego początki sięgają początku XX wieku). Opisałem zaledwie niewielki fragment Wisły u jej źródeł, a przecież mamy w Polsce o wiele więcej uregulowanych rzek i strumieni. Kolejnym czynnikiem, który sprawia, że betonowanie rzek nie sprawdza się, jest nasz klimat. Jesteśmy położeni między oceanem Atlantyckim i gigantycznym kontynentem azjatyckim (bliskość dużych zbiorników wodnych wiąże się ze wzrostem opadów, a oddalenie od nich ich zmniejszeniem). Klimat Europy Zachodniej jest wilgotniejszy od polskiego, a opady są rozłożone dość równomiernie. W Polsce sprawa wygląda nieco inaczej; z powody położenia między dwoma typami klimatu (wilgotniejszym i suchszym) występują u nas (czasem bardzo wysokie) wahania wielkości opadów (regulacja rzek nie sprawdza się w okresach suchych). Mamy również sytuację odwrotną niż w zachodniej części Europy - nasze opady nie są rozłożone równomiernie. Najwyższe występują w górach i na wyżynach (w Katowicach notuje się ok. 700 mm rocznie, a w Zakopanem nawet ok. 2000 mm), natomiast najniższe na Nizinie Wielkopolskiej i Mazowieckiej (nawet poniżej 450 mm rocznie). W naszym środowisku stare systemy hydrotechniczne nie pozwalają skutecznie zatrzymywać wilgoci w glebie (duże zbiorniki retencyjne magazynują wodę, ale nawilżają grunt tylko w znikomym stopniu, gdyż większość ich zawartości trafia do naszych kranów). Dodatkowo do naszych nie harmonijnie rozłożonych opadów swoje trzy grosze dorzucają zmiany klimatu (coraz częstsze susze i upały, ale również i powodzie, oraz ulewy), o których piszę nieco szerzej w innym moim tekście.

Kanały i rowy przydrożne


         Nie tylko duże rzeki wpływają na wielkość zasobów wodnych Polski. Każdy kanał i rów przydrożny ma znaczący wpływ na wielkość zasobów wody. Owszem, jeden przekop może wpłynąć na nawilżenie terenu jedynie w lokalnym zakresie, jednak jest jeden szkopuł - występują one niemal wszędzie. Wzdłuż praktycznie każdej drogi ciągnie się jeden, lub nawet dwa rowy przydrożne, a sztuczne kanały przecinają obecnie niemal każde miasto. To one odprowadzają wodę z pól i lasów do rzek. Ponieważ występują prawie w każdym miejscu, mają potężny wpływ na zawartość wody w glebie, ale mimo tak wielkiej wagi (na tej samej zasadzie co wcześniej przez mnie wspomniana sprawa rzek) temat ten ląduje na marginesie. Zadam Wam teraz kluczowe pytanie: czy widzieliście kiedyś jakikolwiek, polski rów przydrożny, który byłby poprzegradzany niskim systemem zastawek? Czy widzieliście kiedykolwiek śródpolny kanał poprzegradzany bramkami wodnymi? Z pewnością większość z Was udzieliłoby przeczącej odpowiedzi na to pytanie. Właśnie to jest jeden z fundamentalnych bolączek polskiej gospodarki wodnej. Każdy rów, lub kanał działa dokładnie tak samo jak uregulowana rzeka - w szybki i skuteczny sposób osusza swoją okolicę, niezależnie od tego czy mamy suszę, czy też dwutygodniową ulewę. Tak więc w suchy czas sto niepozornych dołów, może niemal całkowicie osuszyć sto wielkich pól uprawnych. Jak sobie radzą z tym faktem kraje zachodnie? - instalują systemy zastawek na największych przekopach. Jak to działa? Podczas ulew bramki są unoszone do góry, by woda mogła swobodnie spłynąć w dół, natomiast podczas susz odwrotnie - są opuszczane w dół, zatrzymując w ten sposób wodę. Jest to sposób niesamowicie skuteczny, jednak ma jeden potężny minus - by go zrealizować trzeba dysponować potężną kwotą pieniędzy, które samorządowcy niechętnie wydają na tego typu projekty.

Kosiarkowy szał


         Już od jakiegoś czasu panuje w Polsce moda na koszenie trawników pod linijkę - jak na boisku piłkarskim lub polu golfowym. W ostatnich latach trend przekształcił się w swego rodzaju obłęd. Niemal w każdym polskim ogrodzie trawa jest regularnie przycinana, tak że nawet najmniejsza stokrotka nie ma szansy tam wyrosnąć. Kosimy wszędzie - nawet nieużytki, parki i pobocza autostrad. Jak ma się to jednak do naszych zapasów wody? Gdy skosimy trawnik i nagle nadejdzie fala upałów, zieleń zanim zdąży trochę podrosnąć od razu zostanie spalona pod słońce. Wtedy już nie izoluje właściwie w żaden sposób gleby, od padającego z nieba żaru, więc ziemia zaczyna się nagrzewać. Wraz z podwyższeniem temperatury ziemi wzrasta parowanie wody w niej zawartej (dzieje się właściwie to samo co w przypadku rowów przydrożnych, tyle, że tu woda "uchodzi" do atmosfery). Dla zobrazowania umieszczam pod spodem zdjęcie nr 2, przedstawiające skoszony trawnik dosłownie "spalony" przez słońce, oraz nr 3, przedstawiające suchy grunt odsłonięty po intensywnym koszeniu .

zdjęcie nr 2, fot. Sylwia Fort
zdjęcie nr 3, fot. Sylwia Fort
Wysokie parowanie z gleby powoduje powstawanie burz. Jednak dlaczego są one zjawiskami niepozytywnym, a zwykły deszcz pozytywnym? Tzw. opad wielkoskalowy (deszcz) trwa długo, równomiernie rozkłada się na terenie i jest łagodny, natomiast burza jest tego przeciwieństwem - pada w krótkim czasie, z chmury spadają ogromne ilości wody i rozlewają się bardzo nierównomiernie. W pierwszym przypadku woda powoli wsiąka w ziemię i tam się magazynuje, natomiast w drugim cenny minerał nie zostaje w glebie, lecz spływa po zeschniętej ziemi (tworzącej skorupę), jak po dachówkach do rynny (tu rolę rynny odgrywa rzeka, strumień, kanał, lub rów przydrożny). Burze co prawda krótkotrwale potrafią ochłodzić pogodę, ale na pewno nie nawilżą znacząco gleby (szczególnie po długotrwałej suszy).

Co możemy zrobić?


         Jak możemy zapobiegać "uciekaniu" wody z Polski? Na pewno warto skończyć z koszeniem trawy w okresy suche, lub upalne (to nic nie kosztuje, kosiarka może postać w garażu, a Wy nie musicie nic robić - reszta roboty należy do trawnika :) ). Jeżeli posiadacie dzikie łąki, w żadnym wypadku ich nie koście - to potężny magazyn wody i dom dla setek gatunków roślin, owadów, płazów, owadów i ptaków. Kolejną rzeczą, którą możecie zrobić, to posadzenie drzew w swoim ogrodzie, jeśli ich tam jeszcze nie ma (najlepiej środkowoeuropejskie gatunki). A co mogą zrobić osoby mieszkające w miastach i nie posiadające ani skrawka ziemi? Walczcie o każdy fragment zieleni w Waszym mieście. Jeżeli widzicie, że w jakimś miejscu wyrasta piękna, naturalna łąką i obawiacie się, że może zostać wycięta, sporządźcie petycję do Zieleni Miejskiej i pozbierajcie podpisy, lub sporządźcie pismo. Możecie również wspierać różne projekty mające na celu powiększenie miejskiej zieleni (możecie także głosować za różnymi projektami, podczas tzw. Budżetu Obywatelskiego w swoim mieście). Warto również oszczędzać wodę w okresie letnich susz i upałów. Zachęcam Was również do picia wody prosto z kranu - jest ona bardzo często równie dobrej jakości jak ta, którą kupujemy w sklepie.