piątek, 24 kwietnia 2020

Pozwólmy żyć


W ostatnich latach wpływ globalnego ocieplenia na nasze codzienne życie z roku na rok się powiększa. Coraz częściej doświadczamy susz, upałów, bezśnieżnych zim, gwałtownych burz i wiatrów. Niestety nasz kraj wciąż nie jest przygotowany do walki z tymi destrukcyjnymi zmianami. Jak możemy się do nich przygotować? Po prostu pozwólmy żyć przyrodzie - pozwólmy się jej rozrastać.

 

"Łąka w mieści" - zwycięski projekt Budżetu Obywatelskiego w Cieszynie, fot. Sylwia Fort

Jednym z największych i najistotniej problemów ekologicznych wpływających na nas, są pojawiające się od dekady , niemal coroczne, susze¹. Najbardziej dają się  we znaki rolnikom, którzy z ich powodu ponoszą ogromne straty. Jednak nie tylko oni zostali bezpośrednio dotknięci tym problemem - przekonali się o tym mieszkańcy Skierniewic (woj. Łódzkie), gdzie w czerwcu zeszłego roku, z powodu deficytu zabrakło wody w kranach. Niestety i w tym roku sytuacja nie uległa poprawie - od kilku tygodni Polska znajduje się w zasięgu wyżu, który przyniósł pogodę słoneczną, ciepłą i suchą. Przez to zjawisko od ponad miesiąca w naszym kraju nie pojawiły się wielkoskalowe opady deszczu. Na ogromnym obszarze Polski mamy obecnie do czynienia z dużym deficytem wody (mapa poniżej ). Największe problemy z suszą występują w pięciu województwach - Lubuskim, Wielkopolskim, Łódzkim, Kujawsko-Pomorskim, oraz Mazowieckim. Wynika to ze sposobu zagospodarowania tamtych obszarów, ich klimatu, ukształtowania terenu i środowiska przyrodniczego. Według danych GUS z 2017 roku, we wszystkich wymienionych województwach (oprócz Lubuskiego) lasy zajmują stosunkowo małą powierzchnię (poniżej 26%), a znaczną rolę w ich krajobrazie odgrywają pola uprawne pod zasiewami (powyżej 69% powierzchni).

Wskaźnik wilgotności gleby, warstwa 0-7 cm (dane z 15 kwietnia), źródło: IMGW


Obszary te należą do najsuchszych regionów naszego kraju (opady roczne wynoszą tam maksymalnie 550 mm - dla porównania - w Cieszynie jest to nawet 1000 mm), co wynika głównie z równinnego ukształtowania terenu². Żeby lepiej zrozumieć dlaczego mamy takie problemy z magazynowaniem wody (należymy do krajów z najmniejszymi zasobami wody w Unii Europejskiej)  warto  przyjrzeć się historii gospodarowania tych obszarów. Od kilkuset lat człowiek bardzo intensywnie eksploatował te równiny, osuszając naturalne moczary, karczując lasy, budując systemy melioracyjne, by uzyskaną w ten sposób ziemię przekształcić na potrzeby rolnictwa. Pod wpływem takich działań środowisko przyrodnicze zaczęło się zmieniać - woda o wiele łatwiej zaczęła parować, odpływać do cieków wodnych, przez co obszary te stały się niezwykle suche. W XIX i XX wieku powstało  jeszcze więcej osuszających systemów melioracyjnych, co spowodowało przyspieszenie tego procesu (żadna z inwestycji nie powstała po to by zatrzymywać wodę w glebie, a wręcz przeciwnie - większość z nich miała za zadanie jak najszybsze odprowadzenie wody do rzek, lub zbiorników). Właśnie to spowodowało, że mieszkańcy centralnej Polski są najczęściej odczuwają dotkliwą suszę. 

Przyglądając się podejmowanym w przeszłości działaniom jesteśmy w stanie wyciągnąć wnioski, wykryć błędy i znaleźć nowe rozwiązania. Warto zauważyć np, że od wieków człowiek walczył z wodą, nie starał się jej magazynować, tylko odprowadzał do rzek, przez co ,w naszym kraju, do dziś zachowało się sporo, pełniących właśnie takie funkcje, systemów melioracyjnych. Dziś, w epoce zmian klimatu, te instalacje działają przeciw nam, ponieważ bardzo skutecznie odprowadzają wodę, również podczas suszy. W wielu częściach Europy ,z tego powodu, prowadzi się akcje renaturyzacji rzek, zrywając z nich betonowe obwałowania i progi, przywraca moczary, stawia beczki i zbiorniki na deszczówkę, oraz buduje liczne ogrody deszczowe, mające za zadanie absorbować wodę. 

Jednak największą pomoc w magazynowaniu wody oferuje nam przyroda. Porośnięta wysokim trawnikiem, lub naturalną łąką gleba może mieć temperaturę nawet o 30 °C niższą niż zupełnie odsłonięta ziemia, co znacznie zmniejsza parowanie. Podobnie jest w przypadku drzew - w upalny dzień przestrzeń, położona pod nimi, może mieć temperaturę nawet o 20 °C niższą od nieosłoniętego obszaru . Warto zauważyć, że zarówno łąki jak i zadrzewienia, dzięki rozwiniętym systemom korzeniowym, są w stanie bardzo skutecznie gromadzić wodę w glebie. Dodatkowo stanowią dom dla całej grupy organizmów, które pełnią kluczowe role w lokalnym i globalnym ekosystemie (np. pszczoły). 

My sami właściwie nie musimy wiele robić - po prostu pozwólmy przyrodzie żyć, rozrastać się bez naszej pomocy. Zaprzestańmy więc koszenia trawników i łąk w czasie suszy lub upałów, gdyż takie działania mogą doprowadzić do skrajnie wysokiego przesuszenia gleby. Pozwólmy otaczającej nas zieleni swobodnie rozrosnąć. 

Powinniśmy zacząć myśleć o naturze w nieco inny sposób niż dotychczas. Przestańmy uważać ją za naszego wroga, którego ciągle trzeba kontrolować, ale raczej sojusznika. Wyzbądźmy się postrzegania świata z pozycji małego ego, poszerzmy perspektywę swojego patrzenia. Ograniczanie się,  prowadzenie działań na rzecz środowiska i klimatu na pewno nie przyniosą pożądanych efektów z dnia na dzień. Jakiekolwiek zmiany spowodowane naszymi działaniami mogą zostać dostrzeżone dopiero  za kilkadziesiąt lat, przez nasze dzieci, lub wnuki. Musimy się nauczyć cierpliwości w podejściu do natury. Za długą perspektywę czasu uważamy 100 lat, dla globalnego ekosystemu nie jest to nawet mrugnięcie okiem. Nasz czas , na tle całej historii powstawania gatunków, jest tak krótki, jak , z ludzkiej pozycji, wydawać może się  jednodniowe życie muchy. Musimy przestać działać wyłącznie dla własnej korzyści, możemy pozostawić dla przyszłych pokoleń, natury, ten świat lepszym. Można to nawet nazwać formą osobistego wyzwolenia, które odmienia rzeczywistość. Przyroda i życie są wartościami samymi w sobie. 
Polski entomolog dr inż. Lech Buchholz, mówiąc o znaczeniu martwego drewna powiedział: "drzewo po śmierci, żyje bogatszym życiem, niż za życia". Podobnie i my powinniśmy się stać dla innych istot przestrzenią, w której wyrosną ich korzenie.
                                           
Przypisy:
¹ Problemowi suszy w Polsce poświęciłem znacznie obszerniejszy i bardziej szczegółowy tekst pt. "Kraj suchy jak pieprz", który w formie dwuczęściowej ukazał się w nr 22 i 24 (8 listopada, oraz 6 grudnia 2019 r) Wiadomości Ratuszowych. Tekst jest dostępny w wydaniach online gazety, oraz na moim blogu "Teleskop".
² Najwyższe opady występują na obszarach pofałdowanych, tj. na wyżynach, pojezierzach, oraz w górach. W takich miejscach para wodna zawarta w powietrzu znacznie szybciej i skutecznej się skrapla; gdy wilgotna masa powietrza napotyka na barierę (wzgórze/górę) zaczyna się wznosić i przez to wychładzać (o ok. 0,6 °C / 100 m), co skutkuje skropleniem się zawartej w niej pary i opadem. Na nizinach, gdzie żadne naturalne bariery nie występują zjawisko to nie zachodzi, co skutkuje niskimi opadami.



   

czwartek, 9 kwietnia 2020

Rozmowa ze Sobą - rozmowa z Ziemią

W ostatnich miesiącach nasza codzienna rzeczywistość wywróciła się do góry nogami - pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 zmieniła ją nie do poznania. Wszystko zaczęło spowalniać, zyskaliśmy więcej czasu dla siebie, mnóstwo spraw się zmieniło. Sytuacja ta skłania nas do refleksji, poszukiwania odpowiedzi na fundamentalne pytania. Usiądźmy więc spokojnie, pomyślmy, wyjdźmy na spotkanie samemu sobie –  Ziemi.

fot. Unsplash
  Współczesny świat był jak dotąd strasznie zabiegany. Nikt nie miał czasu, każdy się gdzieś spieszył. Zapomnieliśmy o tym jak to jest , po dziecięcemu, przypatrywać się spływającej po szybie kropli deszczu. Pędziliśmy, nie umiejąc się zatrzymać. Lata mijały i wydawało się, że nie sposób powstrzymać tej wielkiej,  machiny postępu. Aż tu nagle, z dnia na dzień, wszystko stanęło. Zakłady pracy i szkoły zamknięto, tak więc wróciliśmy do domów.  Nie pędzimy już nigdzie, nasza rutyna została rozbita. Rodziny  dostały czas na wzajemną konfrontację, rozmowę. Wielu starszych ludzi pozostało w samotności, w ciszy, jest w potrzebie. Ten trudny okres daje nam możliwość zastanowienia się nad rzeczami, o których, z powodu braku czasu, nie mogliśmy dotąd myśleć. Właśnie teraz powinniśmy zacząć pytać; „kim właściwie jestem?”, „czym jest to „ja”?”, czego poszukuję?”, „jaki jest sens tego wszystkiego?”, „jakie dotąd było moje życie?”, „a może wykorzystam tą sytuację żeby komuś pomóc?”. Dla wielu konfrontacja z samym sobą może być bardzo trudna, a dla niektórych nawet przerażająca. Nic dziwnego – w końcu dotąd nie mieliśmy czasu by, wejść w siebie, zacząć pytać. Dotąd uciekaliśmy przed tym co gnieździ się głęboko w nas, nasz umysł chwytał myśli, uciekał od tego skupiając się na innych rzeczach. I nagle zostaliśmy sam na sam ze sobą. Sytuacja ta uczy  pokory, pokazuje jak  cywilizacja jest krucha, ile złudzeń i uprzedzeń się w nas gnieździ, oraz jak bardzo jesteśmy zespoleni z Ziemią. Również o nią powinniśmy zacząć pytać, o niej myśleć. Dzisiejsza sytuacja daje też szansę wydobyć się na zewnątrz naszemu człowieczeństwu. Obecnie wielu ludzi (szczególnie tych, którzy przebywają na kwarantannie i starszych) potrzebuje pomocy. Pomóżmy im, zróbmy zakupy, zadzwońmy do nich, zostawmy im na wycieraczce jakąś niespodziankę. Pomaganie jest jednym z najgłębszych przejawów duchowości – gdy dajemy coś drugiemu, to tak, jakbyśmy się nim stawali, już nie widzimy podziału na „ja” i „inni”. Małe ego się rozsypuje, czujemy się szczęśliwi z czyjegoś szczęścia.
    Mimo tego, że dzisiejsza, pandemiczna rzeczywistość nie zachęca nikogo do wychodzenia na spacery, czy wyjeżdżania na wycieczki, możemy się teraz zbliżyć do natury bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Zastanówmy się nad tym jak wpływamy na nią, czy traktujemy ją jako swoją własność, którą możemy dowolnie wykorzystywać, niszcząc dla własnych egoistycznych celów, czy też szanujemy, podziwiamy, czujemy się jej częścią. Odwołując się do teorii ewolucji Karola Darwina – cała natura wywodzi się z jednego korzenia. Również i my – ludzie z niej wyszliśmy. Nie możemy uciec przed przyrodą, jesteśmy jej częścią i nią pozostaniemy. Nawet gdybyśmy zamknęli się w betonowych murach i tak prędzej czy później natura by do nas dotarła. Będziemy odczuwać tęsknotę.  Nie warto przed nią uciekać – to jedynie przysparza nam i innym cierpienia. Powinniśmy się z nią skonfrontować, dostrzec jej piękno, transcendencję, duchowość. Gdy będziemy bacznie się jej przyglądać (chociażby w myślach, czy oglądając zdjęcia) stopniowo zaczniemy coraz lepiej rozumieć jej język, funkcjonowanie. Natura jest krystalicznie czysta, jak woda źródlana. Trwa, żyje swoim życiem. Teraz mamy pandemię koronawirusa, a tymczasem co dzieje się w parkach, lasach, na polach? Śpiewają ptaki, kwitną drzewa i kwiaty, potoki płyną, przyroda ożywa jak co roku. Posłuchajmy szumu strumienia (choćby na magnetofonie), uchylmy okno i przyjrzyjmy się śpiewowi kosa. Teraz mamy na to nareszcie czas, moment by nie uciekać myślami do przyszłości, tylko być  tu i teraz, z Ziemią, samym sobą, przyjrzeć się uważnie kwitnącemu drzewu za oknem. Dostrzeżenie piękna przyrody daje nam klucze do jej zrozumienia, a to z kolei, pozwoli nam pojąć takie problemy jak obecny kryzys klimatyczny. Zastanówmy się; „czy rzeczywiście potrzebuję do szczęścia tak dużo?”, „a może szczęście znajdę właśnie gdy będę miał mniej?”. Te pytania są niezwykle ważne. Przecież globalne ocieplenie, zanieczyszczenie mórz i oceanów, oraz wszelkie inne zniszczenia, jakich naturze przysporzył człowiek, miały korzenie w zachłanności, egoizmie, braku zrozumienia siebie i Ziemi. Podobnie  „mokre targi”, przyczyna dzisiejszych nieszczęść czy , w ogóle, masowa produkcja mięsa.  Zachłysnęliśmy się własnymi wynalazkami myśląc, że przedmioty uczynią nas szczęśliwymi. Zaczęliśmy wykorzystywać innych ludzi (pracownicy z krajów Trzeciego Świata zatrudnieni za niewielką opłatą) i Ziemię do tego, aby gromadzić wokół siebie dobra. Coraz większa ilość przedmiotów przyniosła z sobą tony śmieci, które spłynęły do naszych rzek i mórz, a gazy uwalniane podczas ich produkcji, trafiając do atmosfery, rozchwiały stabilność ziemskiego klimatu. Czy ten nieustający pęd, który w ostatnich latach zaczął mocno przybierać na sile rzeczywiście uczynił nas szczęśliwymi?  Zbieramy kolejne dobra, ale czujemy tylko ułudę szczęścia i sądzimy, że żeby być szczęśliwszymi musimy mieć jeszcze więcej. Wpadamy w błędne koło – ciężko harując staramy się zdobyć jak najwięcej pieniędzy, by potem kupować za nie kolejne rzeczy. Gdy jednak nie odnajdujemy sensu w tych przedmiotach, które posiadamy, chcemy mieć kolejne i tak bez końca.
 Łańcuch ten uruchomił takie procesy jak globalne ocieplenie, podzielił świat, pozbawił ogromną część mieszkańców naszej planety godnych warunków życia. Po co tak gnamy? Sami rujnujemy swoje zdrowie psychiczne, oraz niszczymy nasz wspólny dom - Ziemię. Jaki jest sens życia? Czym dla mnie jest wyzwolenie? Stawiając kolejne pytania staniemy się spokojni i uważni. Dostrzeżemy znacznie więcej, zrozumiemy. Sprzed naszych oczu znikną wszelkie złudzenia i uprzedzenia. Przedmioty stracą dla nas wartość, zobaczymy, że tak naprawdę bardzo niewiele nam potrzeba do szczęścia. W dzisiejszych czasach, kiedy człowiek doprowadził do destabilizacji różne procesy obecne w przyrodzie, luksusem staje się słuchanie szumu drzew, śpiewu ptaków. Tak więc nie popadajmy w zobojętnienie czy lęk – spróbujmy wykorzystać tą trudną sytuację jak szansę , by zbadać dotąd w ogóle nie znane obszary ukryte w nas samych. Stańmy sami przed sobą, skonfrontujmy się z tym co gnieździ się w naszym umyśle. Nie bójmy się zadawać trudnych pytań, uczmy się obserwować rzeczywistość, widzieć prawdziwe szczęście w kwitnącej przed naszym domem wiśni, śpiewającym ptaku. To fundament pozwalający zrozumieć lepiej sens życia, otwierający na nowe doświadczenia. Właśnie na takim gruncie wykiełkowały wszystkie religie, filozofie, oraz ochrona środowiska. Zastanówmy się nad tym.


fot. Unsplash
 


   

piątek, 13 marca 2020

Ochrona Ziemi - lekcja odpowiedzialności




        Od epoki industrialnej emitujemy coraz więcej dwutlenku węgla do atmosfery, czego skutkiem jest zachwianie równowagi w środowisku i klimacie. Konsumujemy znacznie więcej niż w przeszłości, chcemy mieć coraz więcej. Wielkie koncerny kreują nam nowe „potrzeby”, o których wcześniej nawet nie myśleliśmy. Jeśli pozwolimy tej potężnej maszynie na ciągłe nabieranie tempa, doprowadzimy do śmiertelnie niebezpiecznego zachwiania naturalnej równowagi. Wielu z nas stara się w jakiś sposób walczyć z tymi problemami, niestety jednak bardzo często to co mówimy, nie pokrywa się z rzeczywistością, ponieważ zewnętrzne środowisko wpływa na nasze decyzje. Wynika to również z braku czegoś niezwykle ważnego, stojącego u podstaw walki z destrukcyjnymi zmianami klimatu i środowiska naturalnego - odpowiedzialności.



Wysypisko śmieci w Azji (fot. foter.com)

Konsument marionetką producenta


         Jeśli chcemy walczyć o dobro naszej planety musimy mieć na uwadze nasze codzienne wybory. Wiele osób, z którymi rozmawiałem na temat globalnego ocieplenia wzruszało ramionami i mówiło: „No cóż... I tak nic nie możemy zrobić”. Jest to jednak tylko złudzenie - praktycznie każdy nasz codzienny ruch ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. W szczególności dotyczy to  wyboru produktów kupowanych w sklepach. Produkcja niepozornego, taniego sera może być niezwykle uciążliwa zarówno dla środowiska jak i ludzi. Warto tu jednak postawić pytanie, dlaczego właściwie produkty, które odciskają dużą stopę środowiskową i wymagają ogromnego nakładu energii kosztują tak tanio w stosunku do tych wytwarzanych regionalnie, ekologicznie, na małą skalę? Jest to efekt współpracy rządów i wielkich korporacji - urzędnicy tworzą wygodne dla koncernów ustawy, dzięki którym obie strony odnoszą korzyści. Kosztem tych układów cierpi jednak zarówno środowisko jak i ludzie; produkty uciążliwe dla Ziemi są tak tanie dlatego, że część tej ceny została przerzucona na środowisko i społeczeństwo - ludzkość już zapłaciła za taki produkt, w postaci odniesionych, przez niebezpieczne przemiany środowiskowe i klimatyczne, strat. Trzeba tutaj zaznaczyć, że nie płacimy jedynie my, konsumenci. Wiele składników potrzebnych do produkcji żywności pozyskuje się często w krajach trzeciego świata. Ubodzy mieszkańcy krajów afrykańskich, czy azjatyckich pracują przy pozyskiwaniu tych materiałów w strasznych, wręcz nieludzkich warunkach, otrzymując skrajnie niskie wynagrodzenie. Często zamiast uprawiać jadalne zboża, którymi mogliby się pożywić są zmuszani do uprawy roślin przemysłowych. Właśnie m.in. takie społeczności płacą o wiele wyższą, niż my, cenę za kupiony przez nas produkt. By wyprodukować tanie masło roślinne potrzebny jest olej palmowy, a żeby z kolei jego wytworzyć trzeba otwierać coraz więcej plantacji palm. Najlepsze warunki do założenia takiej uprawy panują w strefie okołorównikowej, gdzie rośnie wiele wilgotnych, niezwykle cennych puszczy tropikalnych. Bardzo często by otworzyć ogromne plantacje wycina i osusza się gigantyczne połacie lasów deszczowych. Skutki takich działań są opłakane zarówno dla przyrody jak i ludzi. Klimat lokalny staje się skrajnie suchy i gorący, przez co pozbawione puszczy społeczności lokalne zaczynają mieć poważne problemy z jedzeniem i wodą pitną, których to wcześniej dostarczał im las deszczowy. Właśnie takie bujne, wiecznie zielone lasy stanowią ogromny skarb zarówno dla ludzkości jak i natury - to właśnie one są zielonymi płucami Ziemi, to tam , dzięki specyficznemu mikroklimatowi , jest największa bioróżnorodność. Niszcząc te niezwykłe i rozbudowane kompleksy leśne sami sobie szkodzimy. M.in. takie destrukcyjne działania prowadzą do intensywnego wzrostu ilości CO2 w atmosferze, czyniąc globalne ocieplenie procesem jeszcze bardziej gwałtownym i nieprzewidywalnym. A to wszystko dzieje się by 8% ludzi, żyjących we względnym dobrobycie mogło posmarować sobie kromkę chleba masłem, lub skorzystać z innego taniego, produkowanego masowo produktu. I tutaj głównym winowajcą nie jest właśnie konsument (zazwyczaj nie zdaje on sobie w ogóle sprawy gdzie i w jakich warunkach dany produkt został wytworzony), a producent. Wielkie koncerny tworzą układy z władzą, na mocy których mogą obniżyć cenę produktu przerzucając jej część na środowisko i społeczeństwo. Kupując produkty rzadko zastanawiamy się z jakiego źródła pochodzą - zazwyczaj wybierając je sugerujemy się ceną. Bierzemy więc w większości rzeczy tanie, które są niezwykle uciążliwe dla środowiska i całych społeczności, oraz odciskają ogromną stopę węglową. Producent chce żebyśmy kupowali tani produkt na dużą skalę, gdyż wie, że właśnie wtedy zarobi najwięcej - nasza wolna wola jest wtedy częściowo podporządkowana „niskiej” cenie.
Ponadto koncerny wpływają na nas jeszcze w inny sposób - kreują mody i potrzeby, których wcześniej nie mieliśmy. Zafascynowani produktami z kolorowych reklam gnamy do sklepów - nie możemy być gorsi od innych - my też musimy je posiadać. Tak właśnie producentom udaje się sprzedać ,z ogromnym zyskiem, rzeczy często wtórne, które nie są człowiekowi po prostu potrzebne. W taki sposób wielkie korporacje ,pośrednio, wybierają za konsumentów. To pokazuje jak nieodpowiedzialny społecznie i środowiskowo  jest ten układ, tworzony… dla naszej wygody.

Świat jest w naszych rękach


         To jednak, że korporacje mają niebagatelny wpływ na nasze codzienne decyzje nie znaczy wcale, że nie mamy wolnej woli. Jeżeli podczas zakupów przyjrzymy się wybieranym produktom, zobaczymy z jakiego źródła pochodzą (obecnie istnieje bardzo wiele aplikacji, dzięki którym można sprawdzić to dokładniej), wtedy podejmiemy świadomą, nie zmanipulowaną zabiegami producenta decyzję - przestaniemy być marionetką korporacji. W tych niezwykle konsumpcyjnych czasach przed kupnem jakiegokolwiek modnego, szeroko reklamowanego przedmiotu, warto jest się poważnie nad nim zastanowić. Czy ten produkt jest nam rzeczywiście potrzebny? Czy jego kupno nie jest jedynie próbą dorównania innym, którzy już go mają? Po co mamy gonić za modą? Może uda nam  się znaleźć jakiś swój indywidualny, niepowtarzalny styl? Gdy zaczniemy wybierać świadomie, ograniczymy kupowanie produktów wielkich korporacji, nasze decyzje przestaną być tak destrukcyjne dla środowiska. Kupując nieco droższe produkty z małych, lokalnych firm możemy być pewni, że wytworzenie tego co kupujemy nie przysporzyło żadnemu człowiekowi cierpienia, a w przyrodzie nie wyrządziło szkody lub wpłynęło na nią w sposób niewielki. Wspierając takie małe przedsiębiorstwa działamy również na rzecz gospodarki krajowej (zamiast firm zagranicznych), czyli naszego, lokalnego dobra wspólnego.
Jednak nie tylko zakupy wpływają znacząco na środowisko; często na stacjach benzynowych, kupujemy kawę czy herbatę. Zazwyczaj za każdym razem zabieramy z zasobnika nowy kubek jednorazowy, który po wypiciu wyrzucamy - takie działania mają ogromny wpływ na środowisko. Dlatego podróżując warto zamiast tego kupić sobie swój podróżny kubek/termos, który będzie nam służył przez wiele lat, będzie znacznie wygodniejszy od tych jednorazowych i mniej uciążliwy dla Ziemi. Posiadanie takiego własnego kubka, menażki, czy przenośnych naczyń może się przydać również w fast foodach, a będąc w trasie, na wycieczce możemy zabierać ze sobą wcześniej przygotowany prowiant.
Pozostańmy przy temacie podróżowania - część z nas spędza wczasy za granicą. Niestety, wyprawy do odległych, pięknych miejsc są niezwykle uciążliwe dla środowiska (szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę to, że wyjeżdżając tak daleko korzystamy z samolotów - najbardziej emisyjnych środków transportu). Przed organizacją takich wakacji warto jest się poważnie zastanowić. Czy muszę jechać aż tak daleko? Może gdzieś bliżej są jakieś równie piękne miejsca? A może tym razem odpuszczę i wyjadę gdzieś do Polski? Nasz kraj ma bardzo szeroką ofertę turystyczną - mamy mnóstwo ciekawych, pięknych i zabytkowych miast i miasteczek, kilkaset kilometrów różnych pasm górskich w Karpatach i Sudetach idealnych do wakacyjnych wędrówek, nadbałtyckie klify, niezwykle cenne przyrodniczo miejsca (m.in. Puszcza Białowieska, Tatry, Bieszczady, Puszcza Świętokrzyska), rezerwaty i parki narodowe,  liczne agroturystyki, przystanie kajakowe, wypożyczalnie rowerów i wiele innych. Polska jest krajem niezwykle różnorodnym zarówno pod względem krajobrazowym, przyrodniczym, jak i historycznym, oraz kulturowym. Czasem jednak równie dużo szczęścia dają mikro-wycieczki. Naprawdę warto jest eksplorować swój region. Rozłóżcie mapę i poszukajcie, czy w waszej okolicy nie ma jakiegoś ciekawego miejsca (jeśli dobrze poszukacie na pewno coś znajdziecie). Zdrowsze dla nas i dla środowiska są właśnie takie częste, weekendowe mikro-wycieczki, w przeciwieństwie do jednorazowych dalekich wczasów (które łączą się z ogromnymi kosztami i  stresem). Są one lepsze dla naszej psychiki i zdrowia, znacznie mniej uciążliwe dla środowiska, jak i dla rozwoju lokalnych przedsiębiorców, oraz ludzi działających w turystyce.
Podobnie warto jest się zastanowić nad ogromnymi festiwalami i imprezami (szczególnie tymi odbywającymi się pod gołym niebem). One również wywierają ogromny wpływ na środowisko i ludzi. Duże festiwale odbywające się pod chmurką zawsze pozostawiają po sobie zatrważające ilości śmieci. Ponadto emitują wielkie ilości hałasu, który szkodzi zarówno widzom, ludziom zamieszkującym okolicę, jak i przyrodzie (ptaki i zwierzęta). Powinniśmy więc dobrze przemyśleć decyzję wyjazdu na duży koncert, lub inną podobną imprezę. Czy naprawdę muszę tam jechać? Czy taki hałas jest mi rzeczywiście potrzebny? Może w moim pobliżu są jakieś inne, kameralne, mniejsze koncerty? W ten sposób będziemy mogli wesprzeć ludzi działających niszowo, a których praca jest niezwykle pożyteczna i niedostrzegana. Pomyślmy co jest nam naprawdę potrzebne, a co nie. Bądźmy odpowiedzialni za nasze wybory i czyny. Nie bójmy się zadawać pytań i szukać na własną rękę - takie właśnie rozumowanie stoi u podstaw ochrony przyrody i walki z globalnym ociepleniem.


bibliografia:
- Borys Lewandowski "Client Shaming, czyli wstyd konsumenta", Miesięcznik Dzikie Życie, nr 9, wrzesień 2019


        
        
        
        
        


sobota, 21 września 2019

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny - i co dalej?



         W piątek 20-tego września młodzież z tysięcy miast na całym świecie wyraziła swój niepokój związany z globalnym ociepleniem. Nic dziwnego - w końcu zmiany klimatu są zauważalne nawet w Polsce. W naszym kraju w ostatnich latach coraz częściej pojawiają się długoterminowe susze i fale upałów, które jeszcze XX wieku zdarzały się sporadycznie. MSK to jedna z inicjatyw, która bardzo mocno nagłośniła problem zmian klimatu. Sam również brałem w niej udział, gdyż walka z nimi należy do moich priorytetów. Przemawiające osoby wygłosiły wiele poruszających i inspirujących słów. Nasz protest postawił jednak przede mną znacznie więcej pytań niż odpowiedzi: Co teraz z tym zrobimy? Czy zastosujemy się do motywujących zdań wygłoszonych podczas strajku? Czy wzorem Grety Thunberg zmienimy coś w naszym życiu na rzecz walki z globalnym ociepleniem? Czy jesteśmy na to gotowi?



Młodzieżowy Strajk Klimatyczny - Cieszyn, 20.09.2019, fot. Nikodem Szlauer



         Na strajk przygotowaliśmy banery i tabliczki z różnymi hasłami: "We don't have a planet B", "Przyszłość jest w naszych rękach", "Ziemia to nie piec kaflowy", "Nie podnoście nam temperatury" itd. . Bardzo mocno zastanowił mnie ten ostatni napis. Bez kompromisów wskazuje on winowajców - dorosłych, którym wytyka ich poczynania. Jak to? Czyżby tylko oni powodowali zmianę klimatu? Przecież my również odciskamy swoją stopę środowiskową, często bardzo porównywalną do odciśniętej przez dorosłego. My także konsumujemy, podróżujemy, kupujemy setki potrzebnych i niepotrzebnych przedmiotów, a potem je wyrzucamy. Często chodzimy w zagranicznych ubraniach i butach, które również zostawiają potężną stopę węglową. Myślę, że nie o to chodzi w MSK. Energia, która została w nas wyzwolona po proteście powinna obrucić się w czyny. A może zamiast tylko wytykać innym co robią źle, lepiej wpierw spojrzeć na siebie? Czy robię coś by chociaż trochę zmniejszyć światową emisję? Czy jestem gotów coś zmienić w swoim życiu? Czy będę w stanie ograniczyć się dla dobra Ziemi? Młodzieżowy Strajk Klimatyczny jest świetną inicjatywą, ale nie powinniśmy kończyć naszej walki z globalnym ociepleniem na przejściu ulicą z transparentem w ręku. Mądre i poruszające słowa tracą na wartości gdy nie odnajdują zastosowania w rzeczywistości.

Globalne ocieplenie wyzwaniem dla młodych ludzi


         Urodziliśmy się w rzeczywistości, w której mamy styczność z problemem, jakim nigdy dotąd ludzkość nie miała do czynienia, a mianowicie ze zmianami klimatu. To my będziemy w przyszłości rządzić światem i za niego odpowiadać. Musimy zacząć konkretnie działać. Mamy naprawdę niewiele czasu. Obecnie średnia globalna temperatura jest wyższa względem epoki przedprzemysłowej o ok. 1°C. By nieodwracalnie wybić ziemski system klimatyczny z równowagi ocieplenie musi osiągnąć ok. 4°C. Według naukowców czasu pozostało nam naprawdę niewiele (do 2030 roku musimy zmniejszyć emisję o 50%, a w kolejnych kilkunastu latach do 0%) . Oczywiście większość emisji gazów cieplarnianych pochodzi ze źródeł naturalnych (nasza emisja to jedynie ok. 5% tej drugiej), jednak i ten znikomy procent wystarczy by wytrącić system klimatyczny z równowagi (więcej o globalnym ociepleniu i efekcie cieplarnianym napiszę w kolejnym tekście). Paradoksalnie, na ocieplającej się Ziemi wśród ludzi stał się popularny bardzo konsumpcyjny tryb życia. Chcemy mieć coraz więcej i więcej. Chcemy by gospodarka się coraz lepiej rozwijała, żeby w sklepach był coraz większy wybór. Gigantyczne koncerny mamią nas różnymi drogimi produktami, namawiając byśmy konsumowali jeszcze więcej. Według statystyk człowiek nigdy jeszcze nie spożywał tak wiele mięsa ile w czasach współczesnych (jego produkcja i hodowla zwierząt są niesamowicie uciążliwe dla środowiska). Jeśli każdy z nas miałby żyć, tak jak przeciętny Amerykanin (USA to najbardziej konsumpcyjny kraj świata), potrzebowalibyśmy czterech Ziem. Jeśli ludzkość wciąż będzie prowadzić taki styl życia, nasza planeta tego nie wytrzyma...

Co możemy zrobić?


         Często nam się wydaje, że od naszego małego wyboru nic nie zależy. Nic bardziej mylnego - każdy nasz codzienny krok ma niebagatelny wpływ na klimat. Kupując firmową bluzę, czy buty wspieramy wielkie korporacje i de facto stajemy się ich niewolnikami. A właśnie potężne koncerny odciskają gigantyczną stopę węglową. Wspierając je dobrowolnie dokładamy się do ociepleniu klimatu. Konsumpcja tak zawładnęła nami, że nawet na Młodzieżowym Strajku Klimatycznym, który występuje przeciwko niej, wielu z nas włożyło firmowe ubrania, produkowane przez właśnie takie koncerny. Czyż to nie hipokryzja? Wytykamy innym niekonsekwentne działania, a sami dobrowolnie dokładamy się do zmiany klimatu, a co więcej reklamujemy i wspieramy taki tryb życia. Strajk jest ważny, lecz będzie mieć sens jedynie wtedy kiedy my sami zaczniemy się zmieniać. Nie bójmy się zadawać trudnych pytań. Współczesny człowiek niesamowicie boi się spojrzeć wgłąb siebie, gdyż nie wie co tam może zobaczyć. Musimy być konsekwentni i odpowiadać za nasze czyny. Jeżeli dobrowolnie i w pełni świadomie przyczyniamy się do czyjegoś cierpienia, musimy za to wziąć odpowiedzialność. Przemaszerować ulicą z transparentem w ręku jest bardzo łatwo. Ograniczenie się, bądź zrobienie czegoś konkretnego, przyczyniającego się do walki z globalnym ociepleniem jest o wiele trudniejsze. Dlatego gorąco zachęcam Was chociażby do spróbowania wybicia się z codziennych schematów, do choć drobnej zmiany. Naprawdę każdy nasz drobny wybór ma wpływ na zewnętrzny świat. Jeśli zaczniemy to robić razem uda nam się ocalić całą naszą planetę. Przy odrobinie wyobraźni, kreatywności i samozaparcia uda nam się powstrzymać zmianę klimatu.

środa, 28 sierpnia 2019

Przystanek w sercu Europy


  

 

         Ujście Warty do Odry to niezwykłe miejsce. Jego krajobraz znacznie różni się od rolniczych równin i sosnowych monokultur, które zewsząd je otaczają. Tam przyroda już nie kłóci się z człowiekiem, ale z nim współgra. W Ujściu Warty rozciągają się ogromne, dzikie rozlewiska, bagna i podmokłe łąki, będące ewenementem w krajobrazie i przyrodzie Europy Środkowo-Zachodniej. Niezwykłe warunki środowiskowe i geograficzne sprawiły, że miejsce to stało się swego rodzaju domem i przystankiem, dla milionów ptaków ze wszystkich części naszego kontynentu. W jaki sposób na tak silnie zagospodarowanych, poniemieckich terenach uchowały się tak piękne i cenne mokradła? Co sprawia, że miejsce to jest tak priorytetowe dla setek gatunków ptaków? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w tym tekście...





Klucz żurawi w PN "Ujście Warty", fot.  Grzegorz Ptak





         Dolina domem


         Skąd więc na tak silnie zagospodarowanych terenach uchowały się tak wielkie połacie bagien? Aby odpowiedzieć na to pytanie konieczne jest sięgnięcie do źródeł historycznych. W pracy profesora Alfreda Kanieckiego pt. "Przemiany środowiskowe związane z antropopresją w ujściowym odcinku Warty" czytamy, że doliny rzeczne należą do najsilniej przekształconych przez człowieka terenów. Wynikało to z tego, że w takich miejscach panowały po prostu bardzo dobre warunki do osadnictwa. Rzeka była dla ludzi w zasadzie niewyczerpalnym źródłem wody pitnej, oraz szlakiem wodnym, którym można było spławiać ciężkie towary z jej biegiem. Ponadto w dolinach panują doskonałe warunki dla rozwoju rolnictwa - klimat jest łagodniejszy niż na przyległych terenach, a i gleby są znacznie żyźniejsze (często wylewająca rzeka nanosiła na brzegi tony bogatego w związki mineralne mułu). Jednakże gdybyśmy się przyjrzeli różnym fragmentom tej samej doliny rzecznej dostrzeżemy, że są one zagospodarowanemu w zupełnie różny sposób. W Dolinie Dolnej Odry, w okolicach Wrocławia zobaczymy rozległe pola kukurydzy, zboża, a czasami nawet małe winnice, czego na pewno nie znajdziemy u źródeł tej samej rzeki w Sudetach. Tam dolina jest zbyt wąska, a klimat zbyt surowy, by mogło rozwinąć się rolnictwo. Zamiast tego pojawiło się tutaj pasterstwo, którego rozwój nie był uzależniony od warunków klimatycznych i urodzajności gleb. W różnych miejscach w zależności od warunków geograficznych, oraz środowiskowych doliny rzeczne były użytkowane w odmienny sposób. Przekształcanie Ujścia Warty, również było prowadzone pod konkretną działalność. Tam było to rozwinięcie hodowli bydła.

Wypas bydła w otulinie PN "Ujście Warty", fot. Grzegorz Ptak



Mała Holandia


Zabytkowa stacja pomp w Warnikach, fot. Grzegorz Ptak




         Potencjał Ujścia Warty został dostrzeżony bardzo późno. Do połowy XVIII wieku miejsce to było w ogóle nie zamieszkane. Do tamtego czasu Warta nie płynęła jednym korytem (jak dziś), tylko kilkudziesięcioma. Tworzyły one skomplikowaną sieć rzeczną, która obejmowała całą, szeroką na kilka kilometrów dolinę. Tereny te porastał wtedy głównie podmokły las łęgowy z przewagą olchy, topoli i wierzby. Zamieszkana była jedynie krawędź doliny i tereny położone powyżej. Dopiero w późniejszym okresie zaczęły powstawać ulokowane nad wodą małe osady rybackie. Dopiero w drugiej połowie XVIII wieku, król pruski Fryderyk Wielki zarządził rozpoczęcie prac melioracyjnych i regulacyjnych w Ujściu Warty. Rzeka została uregulowana, a ogromną część dawnych naturalnych rozlewisk pocięto setkami kanałów. Wzniesiono około stu kilometrów wałów przeciwpowodziowych, w które wbudowywano tzw. stacje pomp. Wydarte Warcie tereny wykarczowano i zaczęto przekształcać w pastwiska, oraz pola uprawne. Gdyby przyjrzeć się skomplikowanemu systemowi kanałów, wałów i systemów melioracyjnych, łatwo jest dostrzec, że projekt ten podzielił deltę Warty na dwie części. W pierwszej miały w przyszłości powstać pola uprawne i wsie, więc ją najgęściej pocięto siecią kanałów i osuszono. Wtedy powstały tzw. poldery (ziemie wydarte rzece, morzu, lub jezioru, pocięte gęstą siecią kanałów) - bardzo przypominające holenderskie melioracje. W drugiej części miały się wylewać nadmiary wody, zarówno z pól uprawnych, jak i z Warty. Tam miał rozwinąć się wypas bydła. Obie części zostały od siebie oddzielone pierścieniem wałów przeciwpowodziowych, na których ulokowano stacje pomp (patrz rys. 1). Pompownie miały wypompowywać nadmiary wody, z pierwszej części w okresie wilgotnym i wylewać je w drugiej. Podczas suszy sytuacja miała się odwrócić - z części wilgotniejszej wypompowywano wodę na pola. Wały otaczające część  zalewową musiały być bardzo wytrzymałe - nieraz podczas okresów deszczowych fragment ten znikał pod kilkumetrową powierzchnią wody. Właśnie tam wykształciły się najlepsze warunki dla ptaków.

rys. 1 mapa hydrologiczna Ujścia Warty (w porze wilgotnej) legenda:
- czerwone kropki - stacje pomp,

- sieci niebieskich linii - kanały,

- brązowy - osuszany fragment (część pierwsza),

- jasnoniebieski - fragment zalewowy (część druga),

- czarne strzałki - kierunek pompowania wody przez pompownie,

- ciemnoniebieskie strzałki - kierunek nurtu rzek,
- czarne linie - wały przeciwpowodziowe

wykonanie mapy: autor



Ptasi dworzec


Stado czajek (ok. 200 osobników) w otulinie PN "Ujście Warty", fot. Grzegorz Ptak


         Od momentu gdy rozlewiska Warty zamknięto wałami od północy, wschodu, oraz południa, rozpoczęto intensywny wypas krów i koni. Zwierzęta zjadały wysoką roślinność, przez co łąki zaczęły się tam coraz bardziej poszerzać. lokalny klimat zmienił się - temperatura powierzchni ziemi się podwyższyła, zwiększyła się częstotliwość i siła wiatrów, co jeszcze bardziej zmniejszyło szansę na ponowne pojawienie się w tamtym terenie lasu. Dzięki temu w Ujściu Warty powstały wielkie, bezleśne, porośnięte trzcinami, lub trawami przestrzenie. Takie miejsca mają dla ptaków niebagatelne znaczenie. Na tego typu wielkich, trawiastych przestrzeniach pożywienia jest pod dostatkiem (w szczególności owadów), a gęste trawy są doskonałą kryjówką i miejscem na uwicie gniazda. Również dla drapieżników takie tereny mają nie lada znaczenie - na łąkach i mokradłach gromadzą się setki mniejszych ptaków, w poszukujących pokarmu. Wtedy ptak ma niezwykle proste zadanie - musi znaleźć sobie czatownię, z której będzie mógł uważnie obserwować okolicę, a później wznieść się i spaść z góry na ofiarę. Wielkie trawiaste przestrzenie mają duże znaczenie zarówno dla ptaków, które sprawują u nas lęgi, jak i dla tych wędrujących. Gdybyśmy odnaleźli Ujście Warty na mapie Europy, szybko dostrzeglibyśmy, że znajduje się ono w centrum kontynentu - w połowie drogi między skandynawską tundrą, a brzegami Morza Śródziemnego, między zachodnim wybrzeżem Francji, a rosyjską Karelią. Na postój zatrzymują się tam np. przepiórki, lecące ze Skandynawii na zimowiska w Afryce (głównie w Sahelu). Z "ptasiego dworca" korzystają również żurawie, gniazdujące w Północno-Wschodniej Europie, które na zimę lecą do Hiszpanii i południowej Portugalii. W Ujściu Warty można zobaczyć stada liczące nawet po kilkadziesiąt tysięcy osobników (najczęściej jesienią i wiosną). Miejsce to nie jest jednak jedynie przystankiem dla ptaków wędrownych - jest również miejscem zimowania wielu gatunków z dalekiej północy. Ujście Warty jest zimowiskiem dla wielu gatunków gęsi gniazdujących w rosyjskiej tundrze, lub skandynawskiej Laponii. Jest to najważniejsze noclegowisko gęsi zbożowych w Europie. W 1997 roku w jedno miejsce zleciało się około 200 000 zbożówek i gęsi białoczelnych. W Ujściu Warty można również zobaczyć bardzo rzadkie gatunki, których w innych częściach Europy próżno szukać, np. bernikle, gęsi egipskie, śnieżne, a nawet gniazdujące w Azji Środkowej gęsi tybetańskie. Zimą w miejscach gdzie woda nie zamarza, można zobaczyć duże stada łysek, oraz traczy, również pochodzących z dalekiej północy.


Trzcinniczek w wysokich trzcinach nad brzegiem kanału, w otulinie PN "Ujście Warty", fot. Grzegorz Ptak


Rzeczpospolita Ptasia


Wjazd do Rzeczpospolitej Ptasiej, znak przy stacji pomp w Słońsku, fot. Grzegorz Ptak




         Po przekształceniu dawnego rezerwatu "Słońsk" w Park Narodowy "Ujście Warty" w 2001 roku, wśród mieszkańców pojawił się pomysł utworzenia Towarzystwa Przyjaciół Słońska. Tuż po swoim powstaniu podjęło unikalną na skalę Polski inicjatywę - utworzenie Rzeczpospolitej Ptasiej. Celem tego przedsięwzięcia było klubowe zrzeszenie miłośników ptaków, przyjeżdżających do Słońska. Państwo to ma swoją własną konstytucję, wybieranego raz na cztery lata prezydenta, oraz biuro paszportowe. Paszport RP może otrzymać każdy miłośnik ptaków przyjeżdżający do Ujścia Warty, niezależnie od miejsca zamieszkania. Od 2002 roku w miasteczku organizowane są zloty obywateli ptasiego kraju, podczas których odbywają się rozmaite wykłady ornitologiczne, wystawy, warsztaty, oraz wybory na ptaka roku (rok 2002 był Rokiem Derkacza, a 2019 jest Rokiem Wodnika). Podczas kolejnych wizyt w Ujściu Warty obywatel RP otrzymuje wbijaną do paszportu pieczątkę. Dzięki tej niezwykłej inicjatywie region Słońska w ostatnich latach ożył. Mieszkańcy zaczęli zakładać prywatne agroturystyki i wypożyczalnie sprzętu turystycznego. Z roku na rok w ptasim kraju pojawia się coraz więcej turystów. Być może za jakiś czas również i w Polsce birdwatching stanie się popularnym hobby.

Ujście Warty w obliczu zmian klimatu


Wyschnięty ols nad Wartą, fot. Grzegorz Ptak


         Ziemia Lubuska, oraz Wielkopolska to regiony Polski, którym zmiany klimatu najbardziej dają się we znaki. Według klimatogramów średnia suma opadów dla tamtych terenów to ok. 550 mm rocznie. Niestety w ostatnich dekadach, opady w tej części są coraz niższe. W 2018 roku suma opadów w Kostrzynie nad Odrą wyniosła ok. 300 mm - to mniej niż w greckich Atenach! Susza tam jest tak straszna, że zaczynają wyczerpywać się wody podziemne. W tym roku na Nizinie Wielkopolskiej w czerwcu odnotowano kolejny rekord temperatury - 38 stopni Celsjusza. W pobliskim Ujściu Warty sytuacja nie wygląda lepiej. Tam jest tak sucho, że nawet najbardziej prości ludzie dostrzegają zmiany klimatu. Właśnie w Parku Narodowym "Ujście Warty" spotkałem w tym roku pewnego starszego pana - rolnika. Zapytałem go między innymi o suszę w tym regionie.

- Proszę pana, porządnego deszczu nie było tutaj od kilku lat... Kiedyś jeszcze w lipcu, ta droga, na której teraz stoimy była pod wodą. W tym roku już w czerwcu było tutaj zupełnie sucho... Najgorsze, że zimą śniegu nie ma. Ostatni raz śnieg padał tutaj cztery lata temu... No cóż, klimat się zmienił i mamy jak mamy... - mówił.

         Przy ścieżce przyrodniczej "Ptasim Szlakiem" w PN "Ujście Warty" stoi wiata, na której wsporniku zaznaczone są wahania poziomu wody w różnych latach. Latem w 1997 roku ścieżka znajdowała się trzy metry pod wodą, a w styczniu 2010 dwa metry. Od 2010 roku nie notowano już tak wysokich wartości. Skrajnie niskie stany wód nie sprzyjają ptakom. Gdy te tereny się osuszają, drapieżniki, takie jak kuny, szopy i lisy, mogą pustoszyć gniazda, wyrządzając ogromne szkody. Susza jest tak ogromna, że w Obwodzie Ochronnym "Polder Północny" zaczyna brakować wody. Służby parku prowadzą w ostatnich latach projekt, który ma na celu zatrzymywanie jak największej ilości wody w polderze (prace polegają głównie na przekopywaniu kanałów i instalowaniu systemów zastawek). Jeżeli zmiany klimatu będą ciągle przybierały na sile, to w przyszłości nawet w Obwodach Ochronnych "Słońsk", oraz "Chyrzyno", które obejmują najwilgotniejszą część parku mogą być poważne problemy z wodą... W Ujściu Warty, globalne ocieplenie bardzo mocno wpływa na zachowania ptaków. Zimy są tak ciepłe, że niektóre, odlatujące na zimę osobniki decydują się na przezimowanie na nadwarciańskich rozlewiskach. Mrozy zdarzają się coraz rzadziej, a i opady śniegu maleją. Jak będzie wyglądała przyszłość tego jednego z najważniejszych dla ptaków miejsc? Na to pytanie nikt nie jest w stanie precyzyjnie odpowiedzieć. Jeżeli ludzkość nie przestanie konsumować tak dużo i wydzierać naturze ogromnych ilości dóbr, to przyszłość naszej planety będzie malować się w ciemnych barwach - sami na siebie sprowadzimy zagładę. Czy do tego dojdzie? Na to pytanie również nikt nie potrafi odpowiedzieć. Wciąż jednak mamy szansę przywrócić system klimatyczny do równowagi. Nie możemy jej zmarnować.

Literatura:

  • Alfred Kaniecki - "Przemiany środowiskowe związane z antropopresją w ujściowym odcinku Warty", Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk 2014, link do tekstu: http://hdl.handle.net/10593/23602,
  •  Chris Mead, M. Ogilivie, B. Jackson, J. Jackson, P. Fullagar, T. Oatley - Atlas "Migracje Ptaków - szlakami skrzydlatych podróżników", Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2007,
  • Jacek Engel - "Ujście Warty", magazyn "Ptaki Polski", wiosna 2007